Maryla forever

W drogę po Polsce rusza estradowy skarb narodowy - Maryla Rodowicz. Artystka promuje swój najnowszy swingowy odlskulowo zagrany krążek "50", ale wyglądać może jak Lady Gaga. "Metru" mówi, że jej publiczność, jest wielopokoleniowa, a nie rzadko pod sceną szaleje młodzież
Z Marylą Rodowicz rozmawia Artur Tylmanowski

Słucha Pani Lady Gaga?

- Lubię na nią patrzeć. Zadziwia mnie, muzyki jej nie słucham, jedynie oglądam jej teledyski.



Lubi Pani YouTube, korzysta z Twittera?

- Każdego dnia zaglądam na Facebooka, odpisuję fanom. Często też słucham muzyki na YouTube.

Czy ma Pani tę samą, od lat wierną publiczność, czy młodzi też połknęli bakcyla?

- Pod sceną stoją małolaty i to oni robią atmosferę. Moja widownia jest różna, od dzieci do ludzi mocno dorosłych. Wszystkie pokolenia.

Których piosenek najczęściej się domagają?

- Domagają się hitów, więc je śpiewam. Zawsze przemycam też najnowsze piosenki z ostatnich płyt, taki jak "Jest cudnie", "Ech mała", "Wszyscy chcą kochać", "Łatwopalni". Oczywiście, gram też utwory z płyty"50" w bogatszych aranżacjach, z dęciakami. Dzieje się!

Jaka była największa niespodzianka, którą sprawili Pani fani?

- Sama ich obecność na koncertach sprawia mi przyjemność. Ale fajnie jest zobaczyć, np. moje imię wystrzyżone na głowie albo tatuaż z inicjałami.

Ma pani naprawdę oddanych fanów...

- Mam też fana zakonnika. Ostatnio jego bracia zakonni odprawiali modły za mnie w różnych zakątkach świata jednocześnie. Pewnie dlatego mam tyle siły.

Dużo dostaje pani intymnych listów od wielbicieli?

- O intymnych nie mogę opowiadać. Ale często są to prośby o wsparcie finansowe w trudnych sytuacjach, w chorobie.

Została Pani oficjalnym przyjacielem Euro 2012. Oznacza to, że przed pierwszym meczem na Euro zaśpiewa Pani np. "Mój chłopiec piłkę kopie"?

- Sama nie wiem. Za wcześnie na takie gdybanie. Ale jakby co, mam super kompozycję. Wystarczy dopisać tekst i piosenka na Euro będzie gotowa. Poza tym marzę, żeby zaśpiewać z kibicami.