Fryzura, która definiowała lata 90., powraca i znów wygląda obłędnie. Jak z okładek magazynów

Kiedy Cindy Crawford pojawiała się na wybiegach i okładkach w latach 90., jej włosy były niemal tak samo rozpoznawalne jak ona sama. Gęste, idealnie odbite u nasady, układające się w miękkie fale. Blow out stał się symbolem epoki supermodelek, a dziś ta fryzura wraca dokładnie w tej samej formie - z objętością i wyraźnym nawiązaniem do złotej ery mody.
Claudia Schiffer
fot. instagram @claudiaschiffer

Ikony lat 90. i fryzura, która definiowała epokę

Blow out to kobiecość w najdzikszym wydaniu - nieokiełznana, bujna i pewna siebie. Cindy Crawford czy Claudia Schiffer nosiły włosy, które wyglądały jak efekt idealnej sesji zdjęciowej, nawet poza planem. Objętość nie była przypadkowa, a fale nie miały nic wspólnego z perfekcyjnym lokiem. Ten styl fryzury idealnie współgrał z modą tamtych lat: prostymi marynarkami, slip dresses, jeansami z wysokim stanem. Blow out dodawał całości elegancji, ale bez sztywności. Dziś wraca dokładnie w tym samym duchu - jako fryzura, która wygląda jak po wstaniu z łóżka, a jednocześnie hollywoodzko. To właśnie dlatego tak dobrze odnajduje się zarówno na czerwonym dywanie, jak i w codziennych stylizacjach.

 

Jak zrobić blow out w stylu lat 90.?

Klucz do blow outu lat 90. nie leży w lokówce, a w szczotce i suszarce. To stylizacja, która zaczyna się już na etapie suszenia. Włosy powinny być lekko wilgotne, zabezpieczone kosmetykiem termoochronnym i produktem nadającym objętość, ale bez obciążania. Następnie suszy się je pasmo po paśmie na okrągłej szczotce, wywijając końce na zewnątrz lub delikatnie do środka. Najważniejsze jest to, by włosy miały swobodę ruchu. Blow out nie powinien wyglądać jak fryzura „zrobiona pod linijkę". To objętość, która żyje, faluje i układa się naturalnie przy każdym ruchu głowy. Jeśli sięgamy po lokówkę, to raczej tylko do delikatnego podkreślenia kilku pasm.

 Jak utrzymać objętość i odbicie u nasady na dłużej - redakcyjne wybory

Sekret trwałego blow outu tkwi w podstawach. Przede wszystkim, odpowiednie przygotowanie włosów. Lekkie pianki lub spraye unoszące u nasady działają najlepiej, jeśli są aplikowane punktowo, a nie na całą długość. Ważne jest również suszenie głową w dół lub unoszenie pasm u nasady już od pierwszych minut stylizacji. Po wysuszeniu warto dać włosom chwilę „odpocząć", zanim utrwalimy je lakierem - najlepiej lekkim, który nie skleja, a jedynie podtrzymuje formę. Dobrym trikiem jest też delikatne tapirowanie tylko przy nasadzie, a następnie wygładzenie wierzchniej warstwy szczotką. Efekt? Włosy wyglądają na gęstsze, pełniejsze i dokładnie takie, jakie pamiętamy z okładek magazynów sprzed trzech dekad.

 

Przeczytaj także: Sukienki babydoll, czyli mini, falbanki i hafty. Uwielbiała je Brigitte Bardot

Więcej o: