W świecie mody dzieje się coś ważnego. Prada właśnie kupiła Versace, a kwota transakcji – 1,38 miliarda dolarów – mówi bardzo dużo. Trwa kryzys i próba uratowania jednego z największych modowych dziedzictw. Prada, do której należy też awangardowe Miu Miu, chce zbliżyć się skalą do francuskiego giganta LVMH (właściciela m.in. Diora czy Fendi) i przejmuje kolejne luksusowe marki. Stworzenie potężnego, włoskiego konglomeratu ma być próbą zbudowania realnej przeciwwagi. Stawka w tej grze jest wysoka, ale cena – zaskakująco niska.
Warto przypomnieć, że jeszcze w 2018 roku imperium Versace zostało sprzedane za ponad 2 miliardy dolarów. Dzisiejsza, znacznie niższa kwota to bolesny rachunek za ostatnie, trudne lata. Co poszło nie tak? Pod skrzydłami poprzedniego właściciela Versace zaczęło niebezpiecznie kierować się w stronę wszechobecnego minimalizmu, próbując odciąć się od swojego DNA, które było przecież esencją przepychu, kobiecości i złotych zdobień. To był zły ruch. Ten romans z „cichym luksusem", połączony z rosnącymi cenami, nie przekonał do siebie dotychczasowych fanów i nie przyciągnął nowych. Marka straciła swoją duszę.
Przejęcie przez Pradę zbiega się z końcem pewnej ery w samym Versace. W marcu tego roku, po 27 latach sprawowania pieczy nad kreatywnym kierunkiem domu mody, ze stanowiska ustąpiła Donatella Versace. To ona przejęła stery po tragicznej śmierci swojego brata, Gianniego, w 1997 roku i przez dekady z powodzeniem podtrzymywała jego dziedzictwo. Jej miejsce zajął Dario Vitale, projektant wcześniej związany z Miu Miu. Dziś ten ruch, który jeszcze kilka miesięcy temu wydawał się zaskakujący, nabiera zupełnie nowego znaczenia – jakby ktoś przewidział przyszłość.
Jak zapowiada Andrea Guerra, dyrektor generalny Prady, w Versace wciąż drzemie ogromny potencjał, ale droga do jego pełnego wykorzystania nie będzie szybka czy łatwa. Wszyscy zadają sobie teraz jedno pytanie: co Prada zrobi z Versace? Czy pozwoli mu wrócić do barokowych korzeni, pełnych złota, skóry i seksapilu? Czy może spróbuje zaszczepić w nim odrobinę swojego intelektualnego, minimalistycznego DNA? Jedno jest pewne: cała branża będzie to obserwować z zapartym tchem.