Met Gala 2026 to jedno z nielicznych wydarzeń w branży, podczas których celebrytki zamiast bezpiecznych wyborów stawiają na pełne znaczeń, dopracowane w najmniejszym detalu kreacje. Które stylizacje zachwyciły najbardziej?
Zacznijmy od królowej powściągliwej elegancji. Zoë Kravitz, pojawiając się na schodach Met po raz jedenasty, przypomniała wszystkim, dlaczego jest jedną z najważniejszych ambasadorek Saint Laurent. Jej suknia z czarnej gipiury od Anthony’ego Vaccarello to dla mnie absolutny majstersztyk. Brak podszewki i baskinka opadająca nisko na biodra nadały sylwetce posągowy, a jednocześnie niezwykle nowoczesny charakter.
Muszę przyznać, że choć serce mi pękło z powodu nieobecności Harry’ego Stylesa (który najwyraźniej wolał anonimowość przed trasą Together, Together), to widok Zoë w pełni mi to wynagrodził. Ten look był tak kompletny, że niemal zapomniałam o braku narzeczonego u jej boku czy nawet pierścionka na palcu. Zoë nie potrzebowała nikogo i niczego, by lśnić. Jej makijaż autorstwa Niny Park i fryzura w stylu „Wichrowych Wzgórz" sprawiły, że wyglądała jak bohaterka gotyckiego romansu, która właśnie uciekła z planu filmowego prosto na czerwony dywan.
Sabrina Carpenter to obecnie „it-girl", której nie da się ignorować (osobiście ją uwielbiam), ale jej stylizacja na Met Gali 2026 to coś więcej niż tylko podążanie za trendami. W kreacji Dior zaprojektowanej przez Jonathana Andersona (co za duet!) piosenkarka dosłownie złożyła hołd filmowi Sabrina z 1954 roku. To, co mnie totalnie zachwyciło, to fakt, że suknia została wykonana z autentycznych taśm filmowych z tego kultowego dzieła z Audrey Hepburn. To genialne połączenie technologii, historii kina i wysokiego krawiectwa. Choć temat wieczoru brzmiał „Moda to sztuka", Sabrina poszła o krok dalej i sama stała się żywym eksponatem filmowym. Kryształowe zdobienia i olśniewające nakrycie głowy tworzyły czysty, hollywoodzki glamour w najbardziej kreatywnym wydaniu. Całość dopełnił makijaż w wykonaniu Caroliny Gonzalez.
Nie należę do fanklubu Kendall Jenner. Jednak tym razem muszę to przyznać: Kendall wyglądała olśniewająco. Co więcej, była jedną z niewielu osób, które idealnie zrozumiały tegoroczny dress code. Jej suknia projektu Zaca Posena inspirowana była rzeźbą Nike z Samotraki – bardzo nieoczywisty wybór. Dynamika materiału, który zdawał się zastygać w ruchu, uosabiała wdzięk i impet starożytnej bogini zwycięstwa. Kendall w tej stylizacji niemal stawała się rzeźbą. A gdzie lepiej zaprezentować taki look niż w muzeum Met? Nie mogłam oderwać od niej wzroku.