Cara Delevingne w najgorszej kreacji na Oscar Party. Trudno wyobrazić sobie coś bardziej niesmacznego

Tegoroczne Vanity Fair Oscar Party zapamiętam nie przez pryzmat szyku, lecz przez wizualną traumę, jaką zaserwowała mi Cara Delevingne. Modelka od lat próbuje udowodnić, że jest ikoną buntu, ale tym razem coś wyraźnie poszło nie tak. Dla mnie taka dosłowność to brak dobrego smaku, dla innych może być wręcz odpychająca.
Cara Delevingne na Oscarach 2026
fot, IG @caradelevingne

Cara Delevingne w niesmacznej stylizacji

Cara Delevingne pojawiła się na czerwonym dywanie w przezroczystym topie, na którym wyszyto układ mięśniowy i tkankę podskórną. To projekt Thoma Browne’a na sezon wiosna 2026, który przypomina modową wersję wystawy „Body Worlds". Czerwone i czarne sploty imitujące obnażone mięśnie klatki piersiowej i brzucha sprawiały wrażenie, jakby modelka właśnie uciekła ze stołu operacyjnego w połowie zabiegu.

Zgadzam się, że w kontekście mody można uznać to za odważną wizję artystyczną. Jednak przeniesienie estetyki rodem z rzeźni na salony nocy pooscarowej to dla mnie nieporozumienie. Widok odartej ze skóry sylwetki na tak prestiżowym wydarzeniu nie jest intrygujący – jest po prostu odpychający. W świecie, w którym moda powinna zachwycać formą, Cara postanowiła zaserwować nam lekcję biologii w najbardziej drastycznym wydaniu.

 

Gdzie podziała się klasa?

Zestawienie tego makabrycznego topu z ciężką, czarną spódnicą tylko pogłębiało wizualny chaos. Cara wyglądała, jakby jej ciało zostało brutalnie rozczłonkowane i zszyte z kawałkiem przypadkowego materiału. Jeśli celem stylisty, Jasona Boldena, było sprawienie, by goście odwracali wzrok z niesmakiem, to gratulacje – misja wykonana.

Wysoka moda często flirtuje z brzydotą, czyli tzw. ugly chic. W tym przypadku trudno jednak mówić o jakimkolwiek „chic". To czyste epatowanie turpizmem. Czy naprawdę doszliśmy do momentu, w którym jedynym sposobem na zwrócenie uwagi jest przebranie się za eksponat z prosektorium?

 

Koniec z taryfą ulgową

Być może niektórzy będą bronić tego wyboru, argumentując, że „Cara zawsze była inna", a „Thom Browne to geniusz". Zgodzę się z jednym i z drugim. Wciąż jednak uważam, że to nie jest kreacja na Oscary czy after party. Cara Delevingne zamiast olśniewać, po prostu straszy. Jeśli to ma być przyszłość mody w 2026 roku, to chyba czas zacząć tęsknić za nudną, ale przynajmniej estetyczną klasyką. Nie każda prowokacja jest sztuką. Czasem prowokacja to po prostu brak pomysłu na siebie i desperackie wołanie o uwagę – nawet kosztem dobrego smaku.

Więcej o: