Algorytmy wielkich profili modowych bywają ostatnio potwornie powtarzalne. Kiedy po raz setny widzę tę samą torebkę z luksusowego domu mody za kilkanaście tysięcy złotych albo perfekcyjnie wyreżyserowane kadry z drogich, niedostępnych dla większości z nas wakacji, wkrada się znużenie. Właśnie dlatego moje serce (i wieczorne scrollowanie) całkowicie przejęli mniejsi twórcy. To w ich społecznościach tkwi dziś dla mnie najwspanialsza energia. Mikro-influencerki skracają dystans, budzą we mnie ogromne zaufanie i sprawiają, że moda znów staje się inkluzywna. Zamiast niedostępnego luksusu, pokonują kilometry w genialnych stylizacjach skompletowanych z sieciówek albo niszowych, mniejszych marek, które każda z nas może bez problemu zaprosić do swojej szafy. Inspirowanie się nimi to dla mnie po prostu czysta, nieskażona komercją przyjemność.
Gdybym miała wybrać jedno konto, które podsumowuje moje aktualne estetyczne zauroczenie, bez wahania wskazałabym profil Anastasii. Jej feed to dla mnie kwintesencja słodkiego, beztroskiego lata spędzanego w lokalnych piekarniach i klimatycznych miasteczkach. Dziewczyna ma absolutnie unikalne wyczucie koloru – uwielbiam patrzeć, jak pięknie operuje paletą Pantone, łącząc maślany, waniliowy żółty z pastelowym różem i groszkami.
Anastasia to w moich oczach mistrzyni estetyki girlhood w najbardziej dojrzałym, nostalgicznym wydaniu. Znajduję u niej urocze, plecione kapelusiki typu bucket hat, letnie, zwiewne spódnice maxi zestawione z retro sneakersami Adidasa i całą masę unikalnych kadrów, które wyglądają jak wycięte z mojego własnego, analogowego albumu. Jej styl urzeka mnie, bo opiera się na prostych, plastycznych elementach – koronkowe chusty na głowę, lniane koszule i plecione koszyki to rzeczy, które większość z nas ma już w swoich szafach, a ona uczy mnie, jak nosić je z niesamowitym, świeżym wdziękiem.
Kolejna perełka na mojej liście to Lisa, której profil emanuje niesamowitym spokojem i estetyką w duchu nourished girl summer. Lisa traktuje Instagram dokładnie tak, jak pisze na jednym ze swoich kadrów: jako swój osobisty pamiętnik, odrzucając obsesję na punkcie lajków i liczb. I to podejście natychmiast we mnie rezonuje.
W jej szafie podziwiam niesamowicie czysty, miejski minimalizm z mocnym akcentem na wygodę. Jeśli szukam inspiracji, jak ograć sportową bluzę ze stójką, oversize'ową marynarkę, proste bermudy czy klasyczną koszulę z popeliny, Lisa jest moim idealnym drogowskazem. Jej kadry przeplatam w pamięci z filiżankami zielonej matchy, estetycznymi wycinkami z tradycyjnych notesów i wizytami w niszowych kawiarniach. Jej styl to dla mnie pochwała codzienności, w której dobrze skrojone, proste ubrania z sieciówek grają pierwsze skrzypce.
Na przeciwległym biegunie minimalistycznej Lisy stoi Anya, która wnosi do mojego feedu potężną dawkę modowej odwagi i niesztampowych rozwiązań. Anya to dla mnie absolutna ambasadorka rzemiosła, stylu boho i unikalnych faktur. Jej znakiem rozpoznawczym są ręcznie robione, szydełkowe czapki obsypane trójwymiarowymi kwiatami w odcieniach pudrowego różu – mój osobisty hit na letnie festiwale!
Uwielbiam to, że Anya nie boi się dekonstrukcji: łączy asymetryczne spódnice wyglądające jak przerobione z męskich koszul z czekoladowymi topami i luźnymi jeansami. Jej styl udowadnia mi, że moda to przede wszystkim zabawa formą i fakturą. Obserwowanie, jak z pozoru niepasujących do siebie elementów buduje look, który wygląda ultra-nowocześnie i świeżo, inspiruje mnie do własnych eksperymentów przed lustrem.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google