Elixir Ultime to nie kolejny "olejek do włosów", jakich pełno na półkach drogerii. To produkt, który powstał z myślą o włosach naprawdę wykończonych - po rozjaśnianiu, częstym stylizowaniu, słońcu czy prostownicy. Formuła jest lekka i nietłusta, więc wchłania się błyskawicznie, nie obciążając włosów ani nie zostawiając efektu "przetłuszczonych kosmyków". Zamiast tego dostajesz natychmiastowe zmiękczenie, wygładzenie puszących się kosmyków i tę charakterystyczną szklaną poświatę, którą fryzjerzy nazywają "efektem lustra". To właśnie dlatego olejek stał się nieodłącznym elementem zabiegów w salonach – jedna pompka potrafi zamaskować miesiące zaniedbań.
To, co odróżnia Elixir Ultime od tańszych zamienników, to starannie dobrany zestaw olejów. W formule znajdziesz ręcznie zbierany olej z francuskiej i dzikiej kamelii pochodzącej z Bretanii, olej marula, olej arganowy oraz olej z kiełków kukurydzy, a całość dopełniają dwa wygładzające polimery. Ten koktajl nie tylko odżywia włókno włosa, ale też chroni je przed wysoką temperaturą – nawet do 230°C – co czyni olejek świetnym sprzymierzeńcem przed suszeniem czy prostowaniem. Producent deklaruje nawet o 100% więcej blasku już po dwóch pompkach oraz do 96 godzin ochrony przed puszeniem się włosów, co przy polskiej wilgotności powietrza robi ogromną różnicę.
Sekret fryzjerów polega na wszechstronności tego kosmetyku. Olejek nakłada się na suche lub wilgotne włosy, od długości do końcówek, w ilości 1-3 pompek w zależności od gęstości i porowatości włosów – i nie trzeba go spłukiwać. Możesz użyć go jako kąpieli olejowej przed myciem, jako ochrony termicznej przed suszeniem czy prostowaniem, albo jako finiszu stylizacji, który spina fryzurę i dodaje jej blasku. Dostępny w wersji 30 ml (idealnej do testowania i w podróży) oraz 75 ml w butelce z możliwością napełniania, co tłumaczy, dlaczego wraca do koszyka kolejny raz – raz spróbowane, trudno się bez niego obejść.