Sukienki od Mirror Palais to projekt z kategorii modowe odkrycia dekady. Romantyczne i absolutnie wyjątkowe. Marka została założona w Nowym Jorku przez Marcelo Gaię, stylistę wychowanego w Queens w rodzinie brazylijskich imigrantów, który swoją estetykę buduje na nostalgii, vintage’owych inspiracjach i kobiecości rodem z dawnych filmów. Charakterystyczne drapowania, koronki i zmysłowe sylwetki sprawiają, że każda kreacja wygląda jak kadr. To prezent idealny dla kogoś, kto kocha modę z duszą i chce mieć w szafie coś naprawdę nieoczywistego.
Kolejna perełka z kategorii niedzisiejszych. Marka ma w sobie coś magicznego - jest jak podróż w czasie do XIX-wiecznych aptek, gdzie kosmetyki były tworzone z namysłem, dbałością o skład i piękno formy. Opakowania wyglądają jak dzieła sztuki: klasyczne, dopracowane, z nutą nostalgii, która sprawia, że nawet zwykły krem staje się luksusowym detalem na toaletce. Walory estetyczne to jednak nie wszystko - ten kosmetyk działa cuda. Miałam okazję przetestować miniaturową wersję i zdecydowanie chciałabym dostać ten produkt w większej pojemności.
Bez kawy nie zaczynam dnia. Ostatnio wpadła w moje ręce piękna włoska kawiarka i z rytuału picia caffe latte, przerzuciłam się na espresso. Uwielbiam ceramiczne cudeńka i tym razem zamarzyły mi się kubeczki z kolekcji Dolce Gabbana x Bialetti, które idealnie dopełnią design kawiarki z tej samej kolaboracji. Nie mogę się doczekać, aż zapach sycylijskiej kawy wypełni moją kuchnię i przez chwilę poczuję się jak na mojej ukochanej wyspie.
Pozostając w temacie zarówno ceramiki, jak i Morza Śródziemnego - Villa Bolognia to mała rodzinna pracownia w Attard na Malcie, która trudni się wyrobami hand-made. Jej historia sięga 1924 roku, a jednak przez te sto lat niewiele się zmieniło. Projekty wytwarzane są z poszanowaniem dla pierwotnego dziedzictwa, co znajduje odzwierciedlenie w każdym egzemplarzu. Asortyment tego miejsca zachwyca mnogością wzorów i interpretacji, ale ja zakochałam się w modelu "Glug Glug Jug", czyli wazonie w kształcie ryby, nawiązującym do codziennych trofeów rybaków z Malty.
Uwielbiam blichtr lat 60. Daleko mi do minimalistycznej biżuterii, która ginie między warstwami ubrań. Myślę, że w moim przypadku to kwestia wychowania. Gdy byłam mała, w telewizji, nawet tle, przewijały się postacie takie jak Marilyn Monroe czy Audrey Hepburn. Pokochałam styl dawnego Hollywood i tak zostało mi już do dzisiaj. Turmalinowy naszyjnik By Dziubeka przypomina mi perły, ale w cięższej, trochę bardziej mistycznej formie. To prezent z kategorii zawsze chciałam, a nigdy nie miałam, czyli idealna propozycja na urodzinową listę życzeń.
Kiedyś wydawało mi się, że różnica między kosmetykami z wyższej półki, a tymi sieciówkowymi, to jedynie marketingowa mrzonka. Kiedy pierwszy raz sięgnęłam po krem z Chanel, szybko nabrałam pokory wobec francuskiego know-how. Zachęcona pozytywnymi opiniami wśród makijażowych ekspertek, z chęcią wypróbowałabym płynnego różu. Kolory są wprost przepiękne - klasyczne, przydymione, daleko im do przaśnej fuksji. Szczególnie ciekawi mnie konsystencja na bazie wody, która wydaje się być mniej obciążająca dla skóry niż ciężki, zbity krem.