Obie gwiazdy wyglądały zjawiskowo, ale ich podobna uroda (długie blond włosy i jasna cera) była tematem dyskusji i porównań w sieci. Komentarz jednego z fanów idealnie oddał ten nastrój: „Życzę Amandzie wszystkiego najlepszego, ale nie będę oglądać Sydney". Dlaczego tak się stało? Zacznijmy od Sydney Sweeney, bo to jej stylizacja wywołała najwięcej emocji.
Aktorka postawiła na bardzo odważny, sensualny wizerunek i zrobiła to z pełną premedytacją. Jej długa, srebrna, wysadzana cyrkoniami suknia Miu Miu z bardzo głębokim, odsłaniającym dekoltem miała podkreślić atuty sylwetki. Te z kolei nawet trochę przyćmiewały samą kreację. Niemniej uważam, że całość wyglądała pięknie – platynowe, hollywoodzkie fale, błyszcząca kreacja i nonszalancko zarzucone na ramiona białe boa z piór to bezpośrednie, niemal podręcznikowe nawiązanie do stylu Marilyn Monroe. Sydney wie, jak grać swoimi atutami i jak przyciągać wszystkie flesze. Bez wątpienia zdominowała czerwony dywan i skradła całą uwagę. Ale nie wszystkim podoba się jej sposób prezentacji.
W tym samym czasie obok Sydney stała Amanda Seyfried, która wybrała zupełnie inną stylizację. Jej wybór był o wiele bardziej subtelny i – w mojej opinii – znacznie bardziej wyrafinowany. Amanda postawiła na długą, drapowaną suknię w odcieniu landrynkowego różu od Versace. Delikatne marszczenia pięknie otulały jej sylwetkę, a dekolt w kształcie litery V był zmysłowy, ale nie wyzywający. Zamiast boa z piór miała na sobie jedynie delikatny, diamentowy naszyjnik od Tiffany & Co., a stylizację uzupełniły srebrne buty od Aquazzury. Całość była spójna, elegancka i absolutnie ponadczasowa, a fani bardzo to docenili.
Dlaczego, mimo że obie gwiazdy wyglądały pięknie, to właśnie stylizacja Sydney wywołała tak mieszane uczucia, a w sieci pojawiły się głosy o „zmęczeniu" jej wizerunkiem? Być może odpowiedź leży w postrzeganiu obu aktorek. Amanda Seyfried to uznana artystka, laureatka nagród, która swoją pozycję zbudowała na talencie. Jej styl jest tego odzwierciedleniem – jest pewna siebie, więc nie musi niczego udowadniać za pomocą odważnego stroju. Sydney Sweeney, choć niezwykle utalentowana, jest wciąż na etapie budowania swojego statusu ikony. Jej wizerunek jest głośny, odważny, często oparty na eksponowaniu ciała.
Premiera The Housemaid stała się więc fascynującym zderzeniem aktorek o dwóch różnych wizerunkach. I choć to Sydney skradła show, wydaje się, że to właśnie subtelna elegancja Amandy zdobyła serca wielu widzów. Bo dziś największą siłą jest autentyczność. A tego, w mojej opinii, Amandzie nie można odmówić.