Jesień rozkręciła się na dobre, a to oznacza jedno: kobiety masowo ruszyły na poszukiwania idealnych płaszczy i kurtek. Sama też wpadłam w ten wir i szybko przypomniałam sobie, że nie ma nic lepszego niż klasyczny trencz. W mojej szafie już wisi nowy model, który udało mi się upolować w świetnej cenie. Wygląda luksusowo, a przy tym jest niesamowicie wygodny, dokładnie taki, jaki chciałam na ten sezon. Długi, beżowy, z pięknymi guzikami i dużym kołnierzem. Marzenie!
Długie trencze to absolutny numer jeden jesiennej garderoby. Ich największa zaleta? Pasują do wszystkiego i sprawiają, że nawet najprostsza stylizacja wygląda elegancko. Uwielbiam je w zestawieniu z garniturem, bo wtedy efekt jest naprawdę spektakularny, mocny i bardzo kobiecy. Ale nie oszukujmy się, na co dzień częściej wybieram luźniejszy wariant: sportowe spodnie, sneakersy, do tego czapka z daszkiem i właśnie długi płaszcz. Taki miks formalnego kroju i codziennej wygody robi wrażenie i udowadnia, że długi trencz nie musi być zarezerwowany wyłącznie do biura czy na spotkania. Można go spokojnie nosić również na spacer czy szybkie zakupy, a i tak wygląda się stylowo.
Od kilku sezonów coraz większą popularność zdobywają krótkie trencze, czyli takie kończące się mniej więcej w pasie. I wcale się nie dziwię, są lżejsze, bardziej casualowe i świetnie nadają się do nowoczesnych stylizacji. Mnie szczególnie urzekają beżowe, ale czarne i zielone też robią robotę. Krótszy fason genialnie komponuje się z obcisłą dzianinową sukienką albo spodniami dzwonami, które wróciły do łask. To trochę klimat retro, ale w bardzo świeżym wydaniu. Co ciekawe, przeglądając krótkie trencze natknęłam się też na kilka ramonesek w podobnym stylu, więc jeśli ktoś lubi bardziej rockowy vibe, też znajdzie coś dla siebie. Taki model można nosić zarówno na randkę, jak i na kawę z koleżanką, bo łatwo dopasować go do różnych okazji.