Moda w Kopenhadze to coś więcej niż ubrania – to styl życia. Tamtejsze dziewczyny mają w sobie naturalną lekkość, której nie da się podrobić. Wyglądają tak, jakby włożyły na siebie pierwszą rzecz z szafy, a efekt i tak powala. Spacerując po kopenhaskich ulicach, trudno nie zauważyć jednego – jeansy królują na każdym kroku. To ich baza, punkt wyjścia, coś jak mała czarna w wersji codziennej.
Sekret tkwi w kroju. W Kopenhadze nie zobaczysz mocno opiętych rurek, bo tam króluje oversize, szerokie nogawki i fasony, które swobodnie opadają na buty. Dziewczyny łączą jeansy z ciężkimi botkami albo sportowymi sneakersami, a gdy chcą dodać szyku, narzucają na ramiona trencz lub oversizową marynarkę. Uwielbiają kontrasty – do luźnych spodni zakładają jedwabne koszule albo lekkie topy, a całość wieńczą minimalistyczną biżuterią. Efekt? Stylizacja wygląda na dopracowaną, choć w gruncie rzeczy jest prosta i funkcjonalna.
Ten efekt łatwo odtworzyć. Wystarczy para dobrych jeansów – takich, które nie krępują ruchów, ale pięknie układają się na sylwetce. To właśnie w nich nogi wydają się dłuższe, a całość nabiera nonszalanckiego charakteru. Sama przekonałam się, że wystarczy jeden model, by moje stylizacje nagle wyglądały świeżo i modnie, nawet jeśli do tego dorzucam zwykły biały t-shirt.
To, co najbardziej mnie inspiruje w duńskiej modzie, to fakt, że nie ma tam jednego przepisu na jeansy. Raz są częścią eleganckiej stylizacji z butami na obcasie, innym razem partnerem oversizowej bluzy. Zawsze jednak wyglądają świetnie. To właśnie dlatego w Kopenhadze dziewczyny traktują je jak bazę, którą można dowolnie przekształcać.
Na końcu i tak chodzi o to, żeby czuć się sobą. I może właśnie dlatego tak bardzo lubię ten kopenhaski styl – pokazuje, że jeansy nie muszą być trendem sezonu, żeby robić efekt wow. Wystarczy, że dobrze leżą, dają komfort.