Oba produkty opierają swoje działanie na wegańskim kolagenie o niskiej masie cząsteczkowej, który ma za zadanie maksymalnie ujędrnić, zagęścić i nawilżyć skórę, podczas gdy my smacznie śpimy. Po kilku tygodniach sumiennego testowania pora na moją osobistą recenzję. Sprawdźmy, jak działają te różowe cudeńka, jaki mają skład i czy obietnica efektu glass skin o poranku stała się rzeczywistością.
Kiedy w moje ręce wpadła ta maska, wiedziałam, że czeka mnie domowy rytuał SPA, chwila wytchnienia od scrollowania i moment tylko dla siebie. Całonocna maska do twarzy zamknięta w pięknym, matowym słoiczku to produkt o genialnej formule typu firming jelly. Ma postać gęstego, sprężystego galaretowatego kremu, który pod wpływem ciepła dłoni idealnie stapia się ze skórą, tworząc na niej ochronną, niemal niewyczuwalną warstwę okluzyjną.
Kluczowe składniki aktywne:
Moja ocena i efekt:
Maska pachnie bardzo delikatnie, wręcz niewyczuwalnie, co dla mnie jest ogromnym plusem przy produktach na noc. Konsystencja galaretki jest niezwykle przyjemna – skóra dosłownie spija ten produkt. Poranny efekt? Totalny zachwyt. Twarz wygląda na wypoczętą, promienną i pełną zdrowego blasku. Skóra jest miękka, gładka i wyraźnie bardziej sprężysta w dotyku.
Mam jednak jedną uwagę. Formuła jest dość bogata, dlatego przy cerze tłustej lub skłonnej do zapychania codzienne stosowanie może okazać się zbyt obciążające. U mnie najlepiej sprawdza się nakładana 2–3 razy w tygodniu jako intensywny nocny kompres. Minusem jest również to, że produkt delikatnie wyciera się o poduszkę, więc warto dać mu chwilę na wchłonięcie przed snem.
Maska do ust z tej samej różowej linii kolagenowej została stworzona z myślą o osobach marzących o efekcie naturalnie pełnych, gładkich i intensywnie nawilżonych ust bez śladu suchych skórek.
Ta maska ma gęstą, niezwykle bogatą, maślaną konsystencję, która cudownie otula usta na noc. W słoiczku ma delikatnie różowy odcień, ale na ustach staje się całkowicie transparentna, dając efekt mokrej tafli. Zapach jest słodkawy i bardzo subtelny, dzięki czemu aplikacja staje się jeszcze przyjemniejsza. Produkt rewelacyjnie zabezpiecza usta przed wysychaniem w klimatyzowanym pomieszczeniu. Rano wargi są miękkie, aksamitne i idealnie przygotowane pod matową pomadkę czy ulubiony lip tint.
Jeśli twoja skóra potrzebuje solidnego nawilżenia, brakuje jej jędrności, a ty uwielbiasz rytuał nocnej, bezwysiłkowej pielęgnacji, ten duet z wegańskim kolagenem i PDRN zdecydowanie zasługuje na uwagę. Ja oficjalnie dopisuję ten różowy zestaw do grona swoich kosmetycznych ulubieńców tego sezonu. Ze względu na bogatsze formuły i niewielką niedogodność związaną z nocną aplikacją maski do twarzy, sięgam po niego 1–2 razy w tygodniu. W takiej częstotliwości sprawdza się u mnie bezbłędnie.