Zamiast iść pod nóż, inwestują w swoją skórę. Te gwiazdy udowadniają, że można genialnie się starzeć

Żyjemy w kulturze obsesji na punkcie młodości. Instagramowe filtry wygładzają każdą zmarszczkę, a medycyna estetyczna obiecuje cofnąć czas za pomocą jednego zastrzyku. Są jednak takie gwiazdy, które (oficjalnie) lubią swoje obecne odbicie w lustrze i udowadniają, że można starzeć się z klasą i, co najważniejsze, autentycznością. Przyjrzałam się ich sekretom piękna!
Jennifer Aniston i Reese Witherspoon
fot. shutterstock

Era "Well-Aging". Zmiana, która zaczyna się w głowie

Wiele gwiazd korzysta z cudów chirurgii plastycznej. Chociażby taka Kris Jenner udowadnia, że nie ma rzeczy niemożliwych, a po pełnym liftingu można wyglądać 30 lat młodziej. W tym samym czasie wiele z nas zastanawia się: czy warto? Czy warto patrzeć w lustro i nie widzieć siebie? Są ikony, które, mając na koncie miliony, mogłyby sobie pozwolić na każdą operację świata. A jednak, zamiast iść pod nóż, wybrały inną, o wiele trudniejszą drogę. Postawiły na pielęgnację, na inteligentne, świadome dbanie o swoją skórę. Ale zanim przejdę do konkretnych nazwisk i produktów, zaznaczę, że mówię tu o czymś więcej niż tylko o dobrych kremach. O przejściu z myślenia "anti-aging" (przeciw starzeniu się) do "well-aging" (dobrego, świadomego starzenia się). Kobiety, o których mówię, nie chcą wyglądać na 20 lat. Chcą wyglądać na najlepszą wersję siebie w swoim wieku. Chcą mieć skórę, która jest zdrowa, promienna i zadbana, a nie "naciągnięta" i pozbawiona mimiki. A jak to osiągają?

Cameron Diaz (50+). Naturalna ikona Hollywood

Cameron to kobieta w Hollywood, która stanowi odświeżający powiew normalności. Patrząc na jej najnowsze zdjęcia, wiele z nas myśli to samo: "ona wygląda jak kobieta w swoim wieku". Widać na jej twarzy uśmiech, widać powstałe od niego zmarszczki. Ale czy to oznacza, że jest absolutną przeciwniczką medycyny estetycznej? Okazuje się, że jej historia jest dosyć ciekawa. Aktorka przyznała się, że dała się skusić i spróbowała botoksu. Ale w jednym z wywiadów powiedziała wprost, że to była pomyłka. Podobno zmieniło to jej twarz w tak dziwny sposób, że biła się z myślami, czy to naprawdę ona. Teraz mówi, że woli widzieć swoją starzejącą się twarz, niż taką która w ogóle do mnie nie należy. Po swoim eksperymencie z botoksem, Cameron na długie lata wycofała się z Hollywood. Napisała dwie książki – "The Body Book" i "The Longevity Book" – w których podzieliła się swoją nową filozofią. Okazało się, że jej sekretem nie jest magia skalpela, a powrót do absolutnych podstaw, jak sen, dieta, stres i hormony, które wpływają na jej skórę i samopoczucie. To jest fundament jej podejścia "well-aging". 

 

Reese Witherspoon (49 lat). Przykład "naturalności" w Hollywood

Jest w Hollywood pewna kategoria gwiazd, którą uwielbiamy najbardziej. To te kobiety, które zdają się zupełnie odporne na upływ czasu, a jednocześnie nie tracą nic ze swojej naturalności i ciepła. I absolutną królową tej kategorii jest Reese Witherspoon. Kiedy konsekwentna słyszę w jej wywiadach, że aktorka "boi się iść pod nóż", nie mogę uwierzyć, że jeszcze tego nie zrobiła. Bo w końcu od czasów "Legalnej Blondynki" minęły ponad dwie dekady, a ona wciąż ma ten sam, dziewczęcy uśmiech, tę samą energię i skórę, która wygląda na niewiarygodnie świeżą. Jej wizerunek "dziewczyny z sąsiedztwa" sprawia, że chcemy wierzyć, że cały ten efekt to zasługa dobrego nawilżania, jogi i picia zielonych koktajli. Jej święty Graal to podobno filtr SPF 100! Reese, wychowana na południu Stanów Zjednoczonych, od najmłodszych lat była uczona przez swoją mamę i babcię obsesyjnej ochrony przed słońcem. W wielu wywiadach podkreśla, że to właśnie codzienne, rygorystyczne stosowanie wysokich filtrów jest absolutną podstawą jej pielęgnacji i najlepszym "zabiegiem" anti-aging. A co widzą eksperci? Reese Witherspoon to w rzeczywistości doskonały przykład ewolucji medycyny estetycznej i tego, jak zmieniło się postrzeganie "naturalności" w Hollywood. Jej wygląd to nie efekt jednej, drastycznej operacji, ale wynik długofalowej, niezwykle przemyślanej i kosztownej strategii, która łączy w sobie najlepszą pielęgnację, obsesyjną ochronę przed słońcem i regularne, subtelne zabiegi (podejrzewany jest delikatny botoks i minimalne wypełniacze) wykonywane przez najlepszych specjalistów.

 

Jennifer Lopez (50+). Królowa blasku i oliwy z oliwek

J.Lo to absolutny fenomen. Jej skóra, słynna "J.Lo Glow", jest obiektem pożądania kobiet na całym świecie. Jak ona to robi? Oficjalna wersja, powtarzana jak mantra w każdym wywiadzie, jest taka, że nigdy nie miała botoksu, a cały efekt to zasługa genów, dyscypliny i oliwy z oliwek. I choć podchodzę do tych opowieści z przymrużeniem oka (tak idealnie gładkie czoło w jej wieku to prawdziwy cud natury!), to niezależnie od tego, jakie zabiegi stosuje za zamkniętymi drzwiami, jej publiczne rady są absolutnie na wagę złota.

Lopez jest fanką delikatnego, regularnego złuszczania kwasem glikolowym, który pobudza skórę do odnowy i zapewnia jej gładkość. W dodatku wyznaje konsekwentną, prostą pielęgnację i oliwę z oliwek. To rodzinny sekret, który, jak twierdzi, stosuje od lat, by nawilżać skórę. Jej marka, JLo Beauty, również opiera się na tym składniku.

 

Julianne Moore (60+). Arystokratka, która kocha olejki

Jej porcelanowa, piegowata cera to jej znak rozpoznawczy. Julianne Moore udowadnia, że blada, wrażliwa skóra może wyglądać pięknie i zdrowo w każdym wieku. A jej największy sekret to unikanie słońca. Moore wręcz obsesyjnie chroni przed nim swoją jasną skórę. Jak sama mówi, zawsze chodzi po zacienionej stronie ulicy. Azjatki z pewnością potwierdzą, że to jeden z najlepszych i najtańszych zabiegów anti-aging.

Julianne jest też ogromną fanką odżywczych olejków, które "domykają" pielęgnację i chronią barierę hydrolipidową skóry. Często miesza je z kremem nawilżającym, by uzyskać dodatkowy zastrzyk odżywienia. Regularnie korzysta również z akupunktury i regularnych masaży twarzy, które poprawiają krążenie i drenaż limfatyczny. A to przekłada się na zdrowszy i bardziej promienny wygląd cery.

 

Halle Berry (50+). Diabetyczka, która stawia na minimalizm

Halle Berry to kolejna ikona, która wydaje się oszukiwać czas. Jako diabetyczka od 22. roku życia, musiała nauczyć się dbać o swoje ciało holistycznie. A to przekłada się na jej wygląd. Jej największy sekret to dieta i nawodnienie. Berry podkreśla, że to, co jemy, ma bezpośredni wpływ na naszą skórę. Unika cukru, przetworzonej żywności i pije ogromne ilości wody. A jak kosmetycznie? Jej poranny rytuał to zawsze serum z witaminą C, które jest potężnym antyoksydantem – chroni skórę przed wolnymi rodnikami i pięknie ją rozświetla. Do tego prosta, czteroetapowa pielęgnacja: oczyszczanie, tonizowanie, serum i krem nawilżający. Halle uważa, że mniej znaczy więcej i nie warto "przekarmiać" skóry zbyt dużą ilością produktów.

 

Jennifer Aniston (50+). Fanka technologii i greckich genów

Jen od lat wygląda tak samo dobrze, a jej kalifornijski, zdrowy blask stał się legendą. Choć oficjalnie przyznała się tylko do operacji nosa ze względów medycznych, jej strategia na starzenie jest genialna w swojej subtelności. Zamiast drastycznych zmian, stawia na holistyczne podejście i najnowsze zdobycze technologii, które pozwalają jej wyglądać świeżo i promiennie. W jej pielęgnacji kluczową rolę odgrywają składniki stymulujące produkcję kolagenu, takie jak peptydy i, stosowany z umiarem, retinol. Jennifer wierzy w hartowanie organizmu i skóry, regularnie korzystając z sauny (która pomaga w detoksykacji) i zanurzając twarz w lodowatej wodzie, co zamyka pory i poprawia krążenie.

 
Więcej o: