Nie, w trendzie na Lazy Girl Beauty nie chodzi o bycie zaniedbaną. Chodzi o bycie sprytną. Młode osoby, które kreują obecne trendy szukają inteligentnych, wielozadaniowych rozwiązań, zamiast dokładać sobie obowiązków. To taka logiczna konsekwencja tego wszystkiego, co działo się wcześniej. Pamiętacie erę idealnie wyrysowanych brwi z Instagrama, skomplikowanego konturowania i 12-etapowej koreańskiej pielęgnacji? To było przeciekawe, ale na dłuższą metę – wyczerpujące. Lazy Girl Beauty narodziło się na TikToku, a jego nieoficjalnymi ambasadorkami stały się dziewczyny takie jak my, które pokazywały swoje proste, szybkie i genialne triki na to, by wyglądać dobrze, nie spędzając przed lustrem 45 minut.
Ta filozofia polega na maksymalnej skuteczności przy minimalnym wysiłku. To poszukiwanie produktów, które są wielozadaniowe, działają, gdy my śpimy, i upraszczają nasze życie. To wszystko jest dla ciebie, jeśli kochasz efekt, ale nienawidzisz procesu. Lub jeśli wolisz 15 minut snu więcej niż idealnie wyrysowaną kreskę eyelinerem. Ja tak mam, więc mam nadzieje, że witaj w klubie! I nie ma się czym przejmować. To znak, że cenisz swój czas i energię. Żeby zaoszczędzić ci jej jeszcze trochę znalazłam 5 beauty perełek wszystkich pięknych, ale leniwych dziewczyn.
Oto pięć moich osobistych odkryć – produktów, które są kwintesencją Lazy Girl Beauty i realnie ułatwiają mi życie.
Taki wałek to absolutny geniusz. Nawijasz go wieczorem, na lekko wilgotne włosy, zawijasz pasma na miękki, jedwabny wałek, zabezpieczasz i idziesz spać. Jedwab jest delikatny dla włosów, nie łamie ich i nie powoduje puszenia. Rano budzisz się, ściągasz wałek i masz idealne, sprężyste, lśniące loki jak po wyjściu od fryzjera. Zero wysiłku, zero gorącej temperatury, a efekt jest spektakularny. Najlepiej sprawdził mi się jedwabny wałek marki Lenoites, który kupicie w sklepach Łyko. Zawija się nim włosy jak w kok, więc nikt nawet nie wie, że to nie fryzura, a proces kręcenia włosów. Czas spędzony na stylizacji: 3 minuty wieczorem, 30 sekund rano. Rewelacja!
Nadchodzi jesień, ale nasza chęć bycia opaloną nie słabnie. Zamiast męczyć się z piankami i rękawicami, po prostu dodaj kilka kropli koncentratu samoopalającego do swojego ulubionego balsamu lub kremu do twarzy. Te z marki Drunk Elephant są kultowe i jedyne w swoim rodzaju! Mieszasz, aplikujesz jak zwykle i gotowe. Ty nawilżasz skórę, a one w tle budują piękną, naturalną opaleniznę. Zero smug, zero zapachu i zero dodatkowego kroku w pielęgnacji. To mój ulubiony szybki trik!
Zbyt leniwa na powtarzające się zabiegi u kosmetyczki? Ten bezbarwny żel w 10 sekund robi całą robotę. Jednym ruchem wyczesujesz włoski do góry, a specjalna, mocno utrwalająca formuła sprawia, że pozostają w tym samym miejscu przez cały dzień. Brwi wyglądają na gęstsze, bardziej "puszyste" i uporządkowane. Dają efekt jak po profesjonalnej laminacji, a aplikacja zajmuje tyle, co przeczesanie włosów szczotką. Jeśli szukasz czegoś skutecznego produktu z ładnym efektem i praktyczną szczoteczkę, to ja podpowiem, że od roku używam The Brow Glue z NYX
Jeden produkt, którym możesz podkreślić policzki, usta i powieki. Takie produkty oferuje teraz bardzo dużo marek. Ostatnio na rynku pojawiły się wielofunkcyjne sztyfty Inglot czy Charlotte Tilbury. Ich kremowe formuły pięknie wtapiają się w skórę, a monochromatyczny makijaż jest jednym z najgorętszych trendów. Daje świeży, promienny i bardzo naturalny wygląd. To oszczędność nie tylko czasu, ale i miejsca w kosmetyczce.
Najlepiej taki, który zmywa wszystko (łącznie z wodoodpornym tuszem). Koniec z trzema wacikami, płynem dwufazowym i żelem. Nakładasz taki balsam na suchą twarz, masujesz, a on rozpuszcza absolutnie wszystko – podkład, SPF, makijaż oczu. Ja osobiście uwielbiam klasyczny Collagen Cleansing Balm marki Elemis. Twarz jest idealnie czysta, a przy tym nawilżona. Jeden produkt, jeden krok. Czysta (dosłownie!) przyjemność.