O tym, że fotostarzenie robi swoje po cichu, dermatolodzy przypominają od lat. Promieniowanie UVA przenika przez chmury i szyby, działa cały rok i odpowiada za przebarwienia, utratę jędrności i zmarszczki, które zobaczymy dopiero za kilka lat. UVB z kolei to sprawca oparzeń - i główny wróg urlopowiczów. Koreańska pielęgnacja odpowiada na to prosto: wysoki filtr każdego dnia, w formule na tyle przyjemnej, żeby faktycznie chciało się jej używać. Nowe kremy CLIV celują dokładnie w ten punkt.
Pierwsza z nowości łączy bardzo wysoką ochronę UV z solidną dawką nawilżenia. W formule znalazły się aż trzy formy kwasu hialuronowego, działające na różnych poziomach skóry, a do tego ryżowe trio - olej z otrębów, ekstrakt i puder, które pomaga wyrównać koloryt cery. Ekstrakt z fiołka wodnego koi zaczerwienienia po ekspozycji na słońce. Lekka, odświeżająca konsystencja sprawia, że krem sprawdzi się i solo, i pod makijaż, co w przypadku SPF-ów wciąż nie jest oczywistością.
Druga propozycja to opcja dla skóry, która potrzebuje regeneracji. Wyciąg z jagód żeń-szenia w duecie z witaminą E redukuje stres oksydacyjny wywołany promieniowaniem UV, kompleks pięciu ceramidów i witamina B5 odbudowują nadwyrężoną barierę hydrolipidową, a wąkrotka azjatycka z alantoiną koją rozgrzaną, podrażnioną skórę. Krótko mówiąc: ochrona plus SOS po całym dniu na słońcu w jednym kremie.
Najczęstszy grzech w ochronie przeciwsłonecznej? Nakładamy filtr rano i… tyle. Tymczasem SPF wymaga reaplikacji w ciągu dnia - i tu wkracza dobrze znany fankom marki kojący cushion CLIV. Miękka poduszeczka nasączona lekką emulsją pozwala odświeżyć ochronę w każdej chwili, nawet na makijażu, bez rozmazywania. W składzie trzy rodzaje kwasu hialuronowego, cztery pochodne wąkroty azjatyckiej, madekasozyd i niacynamid - czyli nawilżająco-kojący zestaw w kieszonkowym formacie.
Kosmetyki CLIV kupimy w drogeriach HEBE. I choć premiera wypada w środku lata, warto potraktować je jak inwestycję całoroczną - bo słońce, jak przekonują Koreanki, nie bierze urlopu.