Dla trendhunterów Warszawa jest ciekawsza niż Mediolan czy Paryż. Inspiracją może być wszystko

Przemierzają świat w poszukiwaniu nowych inspiracji, które potem sprzedają klientom, w tym z branży mody. Praca marzeń? O tak! W Warszawie też są trendhunterzy, którzy podglądają i dokumentują najciekawsze zjawiska.

Nowe stolice mody 

Jeszcze piętnaście lat temu mówiło się o czterech stolicach mody. Należały do nich: Paryż, Mediolan, Londyn i Nowy Jork, ze względu na odbywające się w tych miastach najważniejsze tygodnie mody. Dwa razy do roku gromadziły kluczowych graczy branży "fashion" projektantów, redaktorów, stylistów, fotografów, kupców. Nie było Instagrama, ani influencerów, ale już istniało zapotrzebowanie na nowe źródła inspiracji. Tempo narzucone przez marki "fast fashion", powstające od początku nowego tysiąclecia, wpędził je w wir, z którego ciężko się wydostać. Dostarczać nowe kolekcje co dwa tygodnie (mniej więcej tak dzieje się w Zarze) oznacza mieć co dwa tygodnie masę nowych pomysłów. Nawet najbardziej kreatywny projektant nie jest w stanie zaspokoić tak wyśrubowanych oczekiwań.

Wiedzą o tym również globalne marki, które chętnie korzystają z usług trendhunterów. Kim oni są? To ludzie, którzy przemierzają świat w poszukiwaniu nowych inspiracji, a następnie sprzedają je klientom trendhunterowych agencji. O ile początkowo strategicznymi miejscami do obserwacji były wspomniane cztery stolice mody, tak teraz jest zupełnie inaczej. To co na uboczu, z dala od mainstreamu i "oficjalnych" punktów odniesienia dla mody, miejsc znanych i obfotografowanych, jest dla trendhunterów najciekawsze. Warszawa stanowi dla nich właśnie takie miejsce. Z perspektywy trendhuntera, czyli tłumacząc dosłownie "łowcy trendów", nowości rodzą się tu, gdzie buzuje nowa energia, ścierają się różne style i przypominają stare, ale serwowane w inny sposób.

Demontaż tęczy na Placu Zbawiciela w WarszawieDemontaż tęczy na Placu Zbawiciela w Warszawie Fot. Jacek Marczewski / Agencja Gazeta

Trendhunterzy mogą być też mieszkańcami miejsca, które poddają obserwacji. Taka opcja jest nawet wskazana. Dzięki temu są w stanie lepiej zgłębić zakątki miasta i dotrzeć do najbardziej alternatywnych lokalizacji. Inspiracją może być wszystko - od instalacji artystycznej w muzeum, przez niszowe kino czy bar, autorski plakat, po wystawę sklepową, produkt, którego gdzie indziej nie ma. Obserwowany jest również sposób, w jaki ubierają się mieszkańcy, szczególnie lokalne kontrkultury. Na wagę złota jest nowy sposób noszenia wybranego elementu garderoby. Tak było na przykład z opuszczonymi spodniami u skate'ów, które odsłaniały bokserki, albo smyczami na klucze, które kiedyś nosili wszyscy. Firmy, które jako pierwsze dostały cynk o nowej modzie i wyprodukowały podobne produkty, dobrze na tym zarobiły.

Trendhunting w Warszawie 

Warszawskie blokowiska też mogą być źródłem inspiracjiWarszawskie blokowiska też mogą być źródłem inspiracji Fot. Shutterstock

A co dziś może być ciekawe dla marek modowych, co da się zaobserwować w Warszawie? Odpowiedź znajdziemy w największym serwisie "łowców trendów" - Trendhunting.com. Założona w 2005 roku agencja może się pochwalić imponującymi liczbami: 3,5 miliarda odsłon serwisu od startu, 2,6 miliona fanów na Facebooku i sieć 260 tys. trendhunterów, rozrzuconych po całym świecie. Na Trendhunting.com pisano m.in o stołecznej tęczy na Placu Zbawicielapapierowych słomkach do napojów Straws, barze Aura przy ul. Hożej, urządzonym w marokańskim stylu, czy ultraniszowym modelu Nike, który można było zarezerwować w Kick Store, stołecznym sklepie ze sneakersami. Wszystko to może posłużyć jako pomysł do stworzenia nowej kolekcji, urządzenia butiku, wdrożenia konkretnej strategii (np. eko) dla firmy z drugiego końca świata, korzystającej z zasobów serwisu. Wśród klientów Trendhunting.com są zarówno ci, którzy dopiero zaczynają i szukają oryginalnych pomysłów, jak również ugruntowane marki, ale z koniecznością nieustannego odświeżania oferty (z marek modowych to np. Adidas czy Lacoste).

Trendhunting.com pisał również o kapsułowej kolekcji outdoorowych ubrań na jesień/zima 2018 polskiej marki Reserved. 

Kampania Reserved Re.design jesień-zima 2018Kampania Reserved Re.design jesień-zima 2018 mat. prasowe

Ponieważ kolekcja jest hołdem dla „energii i kreatywności współczesnej Warszawy”, stylowe propozycje mają również wyraźną estetykę wschodnioeuropejską.

- można przeczytać w artykule. Wspomniana estetyka wschodnioeuropejska to coś, co aktualnie mocno "grzeje" w branży mody. Wystarczy przypomnieć sobie kolekcję Balenciagi w wykonaniu Gruzina - Demny Gvasalii sprzed kilku sezonów.  Nigdy byśmy nie podejrzewali, że ortalionowe dresy, które znamy z podwórka, mogą stać się luksusem i obiektem pożądania w świecie mody. Ta estetyka jest nadal kontynuowana w aktualnych kolekcjach marki i świetnie się sprzedaje. 

A co u bardziej niszowych, polskich marek mogliby aktualnie podpatrzeć łowcy inspiracji? Silnym trendem w stolicy jest powrót do estetyki starej Warszawy. Wystarczy zajrzeć do butiku Le Petit Trou i Chylak przy ul. Koszykowej, Nago przy ul. Mokotowskiej, albo do Madelle przy ul. Parkowej. Ten ostatni zlokalizowany jest w mieszkaniu - trzeba zadzwonić domofonem, by zostać wpuszczonym. Wysokie sufity, parkiet, szyby w drzwiach z charakterystycznym "barankiem" i odświeżone meble autorstwa najlepszych designerów z PRL-u tworzą najmodniejsze wnętrze. Sklep Nago również nie znajduje się tradycyjnie na parterze i z wejściem od ulicy, ale trzeba wejść na piętro przez patio kamienicy. Czekam, aż globalne marki również przeniosą się do podobnych przestrzeni w budynkach mieszkalnych i zaczną urządzać swoje sklepy kultowymi fotelami Chierowskiego.

Polską modę warto znać i obserwować, dlatego w ten weekend poświęcamy jej najwięcej miejsca i przyglądamy się jej z różnych stron. 

O czym jeszcze przeczytacie w ramach akcji "Polska Moda":