Jak wyglądały maseczki sto lat temu? Zmieniło się niewiele, ludzie też chcieli wyglądać w nich dobrze

Minęło ponad sto lat, odkąd grypa hiszpanka przetoczyła się przez Europę i resztę świata. Jednym ze sposobów na ochronę przed zakażeniem też były wtedy maseczki. Jak wyglądały? Okazuje się, że wcale aż tak dużo się nie zmieniło.

Technologie to słowo klucz XXI wieku. I rzeczywiście - współczesne maseczki (choć nie wszystkie) wykorzystują postęp, który dokonał się w ciągu ostatnich stu lat. Mamy naszpikowane funkcjami tworzywa, które oddychają, filtrują i zabezpieczają. Niektóre są nawet biodegradowalne, można je prać albo wymieniać filtry. W porównaniu do materiałów, które były do dyspozycji w 1918 roku, jesteśmy znacznie lepiej wyposażeni. Wówczas maseczki były wyłącznie wielorazowe i szyto je ze skrawków dostępnych tekstyliów, najczęściej z warstw bawełny i gazy. Grypa hiszpanka trwała mniej więcej dwa lata, niektóre źródła podają, że pierwszy przypadek w Europie zarejestrowano 8 marca. Do 1920 roku zaraziło się około 500 milionów ludzi na całym świecie, co stanowiło około jedną trzecią całej populacji. Nie wiadomo, ile dokładnie zmarło, szacunki mają bardzo szerokie widełki - mogło to być nawet 100 milionów ludzi. W zasadzie podobnie jak dziś, początkowo nie było na nią leku, ani szczepionki. Wprowadzono więc maski, przekonując że "Lepiej wyglądać śmiesznie, niż umrzeć". 

Sposoby noszenia były różne i nie zawsze prawidłowe - podobnie jak dziś. Niektóre chroniły bardziej nos niż usta. Na starych zdjęciach widać również, że często zsuwały się z nosa tak jak nam, gdy mamy już dosyć. Najczęściej były wiązane w dwóch miejscach - z tyłu głowy i na szyi. Niektóre modele przypominały kształtem dzisiejsze przyłbice, były szerokie, podłużne i otwarte po bokach, tyle że wykonane z materiału. 

Kary i antymaseczkowcy

Noszenie maseczek w wielu krajach było obowiązkowe, a za niezakrywanie twarzy groziły kary. Organizowano specjalne kampanie promujące noszenie masek. W USA odwoływano się na przykład do patriotyzmu i solidarności obywatelskiej. W San Francisco za niestosowanie się do obowiązku groził mandat, a nawet areszt. Z tego powodu powstały ruchy antymaseczkowe, w tym Anti-Mask League. Z kolei w Arizonie powołano specjalny trybunał, który rozstrzygał sprawy, gdy ktoś "podkablował" osobę nienoszącą maski lub noszącą ją w nieprawidłowy sposób. 

Niektórzy twierdzili, że maseczki są dobre tylko dla kobiet, bo na męskiej twarzy prezentują się nieatrakcyjnie. Z pewnością pasowały za to domowym zwierzętom. Poniższa fotografia przedstawia rodzinę z kotem - on też w masce. 

Już sto lat temu maseczka miała nie tylko funkcję ochronną, ale stanowiła również element stylizacji. W październiku 1918 roku "Seattle Daily Times" pisał, że kobiety z Seattle noszą tkane maseczki z szyfonowymi brzegami, by chronić się przed chorobą. Inspirowano się również stylem wschodnim, wiążąc szyfonową chustę na rondzie kapelusza. Całość prezentowała się niezwykle szykownie, a ochronny dodatek wpisywał się w elegancki styl kobiet z tamtych lat.

Był też inny sposób - zaczepianie delikatnej chusty na maskę, która znajdowała się pod spodem. Dzięki temu kobiety ukrywały białą, nieestetyczną warstwę. Bardziej prostokątne i mniejsze maseczki lepiej wyglądały z kolei z modnymi wówczas okrągłymi kapelusikami, które przylegały do głowy.  

Dziś również dopasowujemy maski do ubioru. Modele we wzory czy o bardziej wyrafinowanych kształtach nikogo już nie dziwią. I nie powinny budzić kontrowersji, o ile funkcja ochronna maski nie zostaje zaburzona przez nieodpowiedni materiał czy konstrukcję.  

Gdyby spojrzeć na inne elementy naszego ubioru, odzież czy buty przeszły taką samą drogę. Pierwotną funkcją też była ochrona. Dziś funkcje estetyczne wydają się oczywiste. Nie dziwi więc, że nosząc coś na nosie, też chcemy wyglądać w tym dobrze. Tak było, jest i będzie.