Marka, którą od lat kojarzyłam głównie z niezawodnymi rajstopami, okazała się skrywać również genialnie uszyte figi. W nowej kolekcji bielizny Gabrielli ktoś w końcu zrozumiał, czego tak naprawdę pragniemy. Nie chodzi już o sztywne push-upy i niewygodne fiszbiny, ale o komfort, który otula, i lekkość, która daje swobodę. Ich bielizna to druga skóra – miękka, elastyczna, oddychająca, a przy tym tak piękna i zmysłowa, że dodaje pewności siebie, nawet jeśli nikt jej nie widzi.
Jeszcze kilka lat temu bielizna miała przede wszystkim wyglądać. Dziś chcemy od niej wszystkiego: i piękna, i komfortu. Ma być niewyczuwalna, miękka i dopasowana do naszego rytmu dnia. I właśnie to czuć w tej kolekcji od pierwszego dotyku. Delikatne koronki nie drapią, mikrofibra otula skórę, a całość pracuje z ciałem, a nie przeciwko niemu. To trochę jak ulubiona druga skóra, której nie chcesz zdejmować po powrocie do domu. Nic się nie roluje, nic nie uciska, nic nie odciąga uwagi od tego, co naprawdę ważne. W dodatku wybór neutralnych, ładnych kolorów sprawił, że sama kupiłam kilka par na zapas. Okazało się, że komfort może być równie uzależniający jak perfekcyjny wygląd.
Zapomnij o jednym, przypadkowym odcieniu "cielistym". Teraz nude to cała paleta barw, które wiosną i latem będą niezastąpione pod cienkie tkaniny. W tej kolekcji znajdziesz beże, które w końcu współgrają z różnymi typami karnacji: chłodne, piaskowe, karmelowe. I co najważniejsze, nie są nudne. Dzięki koronkowym detalom, subtelnym przeszyciom i drobnym akcentom wyglądają elegancko i bardzo kobieco. Nagle nude przestaje być tylko tłem, a staje się pięknym, przemyślanym wyborem, który najczęściej okazuje się najbardziej uniwersalny w codziennych stylizacjach. To wybór, który dopasowujesz do siebie, nie odwrotnie. To właśnie dobrze skrojona bielizna sprawia, że ubrania układają się lepiej.
Jeśli jednak masz ochotę na coś więcej niż tylko baza, tu też jest pole do zabawy. W kolekcji pojawiły się głębokie, nasycone odcienie, które wyglądają jak biżuteria. Największe wrażenie zrobił na mnie intensywny błękit – ma w sobie coś świeżego, ale jednocześnie bardzo eleganckiego. Obok niego pojawia się burgund, który jest jak romantyczny klasyk w wersji z "Wichrowych Wzgórz"; ma w sobie coś magnetycznego. Ale prawda jest taka, że nawet najpiękniejszy kolor nie obroni się bez dobrego kroju. A tutaj widać, że ktoś naprawdę to przemyślał. Są klasyczne figi na co dzień, które dają komfort i spokój. Są brazyliany, które delikatnie podkreślają sylwetkę. I są też bardziej odważne fasony z wycięciami i detalami, które robią efekt "wow".