Wiosna mam ochotę odświeżyć garderobę – ale bez rewolucji. Mam już swój konkretny styl, dlatego podchodzę do tego raczej subtelnie i z wyczuciem. Wybieram rzeczy, które naprawdę będę nosić. Tak trafiłam na nowości od NAREE. Wzięłam kilka elementów na próbę.
Moje zamówienie od NAREE przyszło do mnie w idealnym momencie – dokładnie wtedy, kiedy zaczynam mieć ochotę na coś świeżego, ale wciąż bardzo mojego. I właśnie tym okazał się beżowy tweedowy komplet. Od pierwszego założenia wiedziałam, że to jeden z tych setów, które robią całą stylizację. Tweed ma w sobie coś niesamowicie szlachetnego, ale tutaj nie jest ciężki ani sztywny – wręcz przeciwnie. Jest lekki, miękki, pracuje z ruchem i daje uczucie swobody, którego często brakuje w bardziej eleganckich ubraniach. Uwielbiam ten balans estetyk: trochę girl boss, trochę effortless girl na spacerze. Założyłam go po raz pierwszy na naprawdę długi spacer z przyjaciółmi – i sprawdził się idealnie. Krótka kurtka pięknie układa proporcje, a spódnica dodaje całości dziewczęcej lekkości. Dopełniłam look beżowymi kowbojkami, zamszową torbą i bluzką w paski z tej samej wiosennej kolekcji. Czuję się w tym zestawie jak w czymś bardzo dopracowanym, ale bez ani grama przesady czy niewygody. Ideał na teraz.
Wszyscy zachwycamy się kopenhaskimi markami – ich wygodą i nonszalancją. Trawa zawsze wydaje się bardziej zielona u sąsiada i czasem umyka nam fakt, że polskie marki mają w swoim zapleczu prawdziwe basicowe perełki. Nie będę udawać – sama pozytywnie zaskoczyłam się tą bluzką w paski. Na początku dawała mi trochę „piżamkowy vibe" – i właśnie to mnie kupiło, bo bardzo lubię takie formy. Ale kiedy ją założyłam, zobaczyłam w niej coś znacznie bardziej ponadczasowego.
To jest ten rodzaj basicu, który tylko udaje prosty. Materiał jest absolutnie genialny – miękki, przyjemny dla skóry i układa się tak naturalnie, że aż chce się go nosić non stop. Ale prawdziwą robotę robią rozszerzane rękawy. Dodają lekko nostalgicznego klimatu w stylu lat 2000., który właśnie wraca do trendów. Na razie zestawiłam ją z powyższym kompletem, ale już widzę ją w dziesiątkach stylizacji. Serio, nie nadążam za własnymi pomysłami. Myślę, że ten wybór, który miał być „po prostu fajny", stał się jednym z ulubionych elementów mojej garderoby.
Ostatnia rzecz z mojego zamówienia? No dobrze – biorąc pod uwagę tempo sezonu, pewnie nie będzie ostatnią. Rzeczy od NAREE pojawiają się z tygodnia na tydzień jako nowe dropy. Ale w ostatnich porywach zachwycił mnie T-shirt w odcieniu mlecznej czekolady, przełamany delikatnymi, błękitnymi kwiatkami. Kolorystycznie to absolutnie intrygujące połączenie. Ciepły, otulający brąz spotyka się z chłodnym, świeżym błękitem – kontrast, który nie jest oczywisty, a jednocześnie wygląda niezwykle harmonijnie. Trochę vintage, trochę romantycznie.
I właśnie to lubię w NAREE – tę różnorodność. Od dopracowanych kompletów, przez zaskakujące, a jednocześnie niezwykle noszalne basicowe perełki, aż po sukienki, które aż proszą się o długie, wiosenne i letnie dni. Ich oferta daje przestrzeń do eksperymentowania, ale jednocześnie wszystko pozostaje spójne i bardzo „do noszenia" na co dzień.