Diamenty zostaną z nami na zawsze. W przeciwieństwie do pozłacanych pierścionków z cyrkoniami, prawdziwy diament i złoto nigdy nie tracą na wartości, a trend quiet luxury tylko umocnił ich pozycję w codziennych dodatkach i biżuterii. Bo lepszy jeden jakościowy naszyjnik niż dziesięć byle jakich. Właśnie dlatego diamenty przestały być domeną wielkich gal. Nosimy je teraz na co dzień – do prostego, białego T-shirtu, do kaszmirowego swetra, do idealnie skrojonych jeansów. U polskiego jubilera Omara znalazłam kilka modnych, a jednocześnie ponadczasowych wzorów, na których warto zawiesić oko. Naszyjnik z diamentową koniczyną to klasa sama w sobie. I podobno przynosi szczęście.
W kolekcji Omara znalazłam też diamentowe bransoletki w formie sznurów. Tenisowe to moje absolutne ulubione. Diamenty nie są tu trzymane przez klasyczne łapki, ale gładko oprawione w złoto lub srebro. Wyglądają jak lśniące krople rosy zatopione w metalu. Taka forma jest nie tylko bardzo nowoczesna i minimalistyczna, ale też niezwykle praktyczna – bransoletka o nic nie haczy, więc można ją nosić bez przerwy. Każda z nich idealnie nadaje się do stackowania, czyli noszenia kilku bransoletek naraz, niekoniecznie takich samych. Połączone z zegarkiem lub biżuterią w innej estetyce tworzą przepiękną i naprawdę cool kompozycję.
Najbardziej subtelnym sposobem na błysk, który rozświetla twarz, są kolczyki. Absolutnym hitem są modele wiszące z diamentami szlifowanymi na łezki, sopelki czy serca, ale równie dużą popularnością cieszy się klasyka – minimalistyczne, drobne diamenty na sztyfcie. Zerknij na moją poniższą selekcję i wybierz coś dla siebie.