Prognozy czekoladowego brązu i głębokiej zieleni nie sprawdziły się. W tym roku Pantone postawiło na coś zupełnie nieoczekiwanego. To pierwszy raz w historii, kiedy biel staje się kolorem roku. Wielu krytyków zarzuca "Cloud Dancer" brak charakteru i nijakość, ale wybór ma głębsze, socjologiczne uzasadnienie. W czasach chaosu i nadmiaru, powrót do czystego płótna to symbol potrzebnego nam wszystkim odbodźcowania.
"Cloud Dancer" to zaprzeczenie maksymalizmu. Kremowa biel niknie w tłumie i nie zwraca na siebie uwagi w metrze. A jednak, decyzją Pantone, została kolorem nadchodzącego roku. Numer 11-4201 to estetyczne wytchnienie, które przyszło niespodziewanie, a jednak każdy go potrzebował. Jak podkreśla komunikat Instytutu, biel to szansa na nowe początki. To odcień, który pomaga odnaleźć równowagę w świecie przepełnionym bodźcami. A tego potrzebuje nie tylko świat mody i designu, ale przede wszystkim ludzie.
W świecie mody Cloud Dancer symbolizuje powrót do minimalizmu i ponadczasowej elegancji. Projektanci stawiają na czyste linie, neutralne zestawienia i delikatne faktury, co już teraz widać w ostatnich projektach Chanel. W nadchodzącym roku przewiduje się również wzrost popularności monochromatycznych looków i warstwowych zestawień w odcieniach bieli, beżu i pastelowych tonów, które nie krzyczą, a szepczą. To kolor, który w subtelny sposób komentuje naszą potrzebę wyciszenia i uporządkowania chaosu codzienności. Mimo swojej neutralności, staje się narzędziem społecznej ekspresji. I właśnie dlatego z niecierpliwością wyczekujemy go na ulicach i w domach.