To właśnie kurtka lub płaszcz są w Kopenhadze absolutnym fundamentem każdej stylizacji. "Copencore", bo tak nazywamy ich estetykę, to genialna mieszanka oversize'u, funkcjonalności i rockandrollowego pazura. Tak więc naturalnie must-have w szafie każdej "Scandi Girl" jest ramoneska, ale nie ta klasyczna. Wracamy do estetyki Y2K i lat 90. Na topie są krótkie, dopasowane ramoneski w stylu "biker", często wykonane nie z gładkiej skóry, a z zamszu. Brązowa kurtka z oferty znanego sklepu to ideał. Ma skrócony, pudełkowy krój, który pięknie podkreśla talię i idealnie pasuje do spodni i spódnic z wysokim stanem. Ten brązowy, zamszowy materiał dodaje jej rockowego charakteru, ale w bardziej miękkim, "drogim" wydaniu. Ja już swoją zamówiłam.
Absolutnym fenomenem i moim osobistym faworytem jest mięsisty płaszcz z wielkim, doszytym szalem, który od lat zalewa Instagrama. Jak to jest, że jeszcze się nie znudził? Ten projekt idealnie oddaje kopenhaskiego ducha – jest architektoniczny, trochę dziwny, a jednocześnie niezwykle praktyczny. Jego idealną interpretację znalazłam w popularnym butiku internetowym. Ma wszystko, co trzeba: piękny, gołębi odcień szarości, luźny, oversizowy krój i ten genialny, zintegrowany szalik, którym możesz otulić się w chłodny dzień. Wygląda jak projekt od Toteme, a kosztuje ułamek ceny.
Kiedy robi się naprawdę zimno, Dunki nie rezygnują ze stylu. Po prostu wyciągają z szafy kożuchy. A najmodniejszy fason to ten inspirowany kurtkami pilotkami "aviator jacket". Znalazłam model o kroju ramoneski. Wykonany jest z materiału imitującego postarzaną skórę, a cały kołnierz, mankiety i dół obszyte są ciepłym, kremowym barankiem. Te charakterystyczne detale, jak sprzączki i paski, dodają jej surowego, motocyklowego charakteru. Jest niesamowicie ciepła, a przy tym ma w sobie mnóstwo dobrego smaku.