Nie ma nic lepszego niż spódnica zestawiona z grubymi, kryjącymi rajstopami, kiedy za oknem już czuć jesienny chłód. Krótsze fasony mini z wełnianym swetrem "robią robotę" - niby dziewczęco, a jednocześnie bardzo jesiennie. Dłuższe spódnice do połowy łydki świetnie wyglądają z cięższymi butami, np. czółenkami na grubej podeszwie. Z kolei proste, klasyczne ołówkowe modele można spokojnie nosić nawet do biura, bo rajstopy wcale nie odbierają im elegancji. To taki must-have, raz kupujesz dobrą spódnicę i wiesz, że każdej jesieni będziesz ją nosić z przyjemnością.
Hitem nadchodzącego sezonu, a także moim najczęstszym wyborem są spódnice z wysokim stanem. Uwielbiam je i nic na to nie poradzę. Wyciągają sylwetkę, robią piękną linię w talii i świetnie komponują się z krótszymi swetrami albo bluzkami włożonymi do środka. Fajnie prezentują się też z koszulą czy marynarką. Uwielbiam je szczególnie w wersji midi, bo wtedy całość wygląda elegancko, ale wciąż bardzo codziennie. Jesienią można dorzucić do nich płaszcz oversize albo skórzaną kurtkę i mamy stylówkę, która naprawdę nie potrzebuje wielu dodatków. To prosty patent, żeby poczuć się dobrze we własnej skórze, bo taka spódnica naprawdę robi efekt wow.
Jeśli miałabym wskazać spódnicę numer jeden na jesień, to zdecydowanie postawiłabym na jeansową. Klasyczna, lekko rozkloszowana albo w wersji mini. Bo moim zdaniem jeans zawsze się obroni. Pasuje do wszystkiego i można go nosić na dwa sposoby: bardziej elegancko z botkami na obcasie albo totalnie sportowo: ze sneakersami i bluzą. Uwielbiam to, że jedna spódnica potrafi dać zupełnie inne wrażenie w zależności od tego, z czym ją zestawisz. A w tym sezonie jeansowe spódnice to absolutny hit. Widziałam je już dosłownie wszędzie, od sieciówek po second-handy. Jesień w jeansie? Ja jestem na tak.