Jeśli masz słabość do wyrazistych ust, ale nie chcesz wyglądać jak napompowana kaczka, to mam dla ciebie dobrą wiadomość. Usta wracają jako centralny punkt makijażu, ale nie w postaci powiększanych, ostro zarysowanych, ultramatowych kresek, które znamy z ery Instagrama. Nowy trend na mocne usta jest o wiele bardziej nowoczesny, nonszalancki i, co tu dużo mówić, seksowny. Chodzi o efekt rozmytych krawędzi, satynowe wykończenie i bogaty pigment, który ma wyglądać na żywy, a nie płaski i sztywny. To usta, które wyglądają, jakbyś właśnie skończyła pić kieliszek czerwonego wina albo jadła garść świeżych jagód. Kolor jest intensywny, ale jego krawędzie są delikatnie roztarte, co daje niesamowicie zmysłowy i bardzo "francuski" efekt. Wyglądają na naturalnie pełniejsze, bo nie ma tu sztucznej, ostrej linii. Najpiękniej ta estetyka prezentuje się w odcieniach głębokiej czerwieni, wina i śliwki.
Dążenie do idealnej symetrii już nam się znudziło. Nadchodzi era radosnego, artystycznego chaosu. Eksperci z Pinteresta w swoim raporcie trendów nazwali tę estetykę glitchy glam, czyli zakłóconym glamourem. W praktyce oznacza to, że odrzucamy sztywne zasady. Paznokcie malujemy w różne, niepasujące do siebie kolory. Na ustach nosimy dwukolorową szminkę (np. jaśniejszą na górnej wardze, ciemniejszą na dolnej), a na powiekach –cienie w dwóch różnych, kontrastujących odcieniach. Ten trend szczególnie pokochał kolor matchy, baby blue i inne odcienie niebieskiego. Wyobraźcie sobie jedno oko pomalowane na błękitno, a drugie na srebrno. To jest właśnie ten klimat!
Pamiętacie gotycki makijaż z lat 2000.? Czarne usta, blade twarze i oczy mocno obrysowane kredką. Tej jesieni i zimy wracamy do tego klimatu, ale w o wiele bardziej ludzkiej i zmysłowej odsłonie. Narodziny delikatnego makijażu gotyckiego to logiczna konsekwencja powrotu estetyki grunge i fascynacji latami 90. Malujemy delikatnie ciemniejsze usta i oczy, ale z ogromną finezją. Główną rolę gra tu pomadka w odcieniu głębokiej śliwki, burgundu lub gorzkiej czekolady, ale o lekko gryzącym, satynowym wykończeniu, a nie płaskim macie. A oczy? To klasyczne smoky eye, ale w nowoczesnym, rozmytym wydaniu. Kolor jest intensywny, ale jego granice są roztarte do perfekcji. W tym looku nie chodzi o to, by wyglądać strasznie. Ma być tajemniczo, elegancko i niezwykle pewnie siebie. Powiedziałabym, że to gotyk w wersji premium.