Zakochiwanie się to naprawdę chemiczny koktajl. Zobacz jak to się zaczyna

Miłość nie jest przywilejem serca. Tak naprawdę wszystko zaczyna się w uważanym za niezwykle racjonalnym mózgu Każdy - jeśli rzeczywiście się zakocha - zachowuje się tak, jakby cierpiał na zaburzenia obsesyjno-kompulsywne. A wszystko to za sprawą szalejącej chemii.
Mózg Mózg Fot. Shutterstock

Początek w mózgu

Wszystkie te procesy i reakcje mają swój początek w mózgu. Mieszanka dopaminy, oksytocyny, serotoniny i innych substancji powoduje te dziwne odczucia. To neuroprzekaźniki, czyli szczególne związki chemiczne, które przenoszą sygnały pomiędzy neuronami, "winne są" temu, że czujemy się zakochani i ogarnia nas euforia.

Skąd to się bierze? Badania mówią, że istnieje silna zależność pomiędzy intensywnymi uczuciami miłości a wzrostem poziomu dopaminy w mózgu, nazywanej hormonem szczęścia.

- Ten neuroprzekaźnik uwalniany przez ośrodkowy układ nerwowy jest związkiem niezbędnym w organizmie, m.in. dlatego, że odpowiada za nasz napęd ruchowy, ale także w znacznym stopniu "steruje" procesami emocjonalnymi. Taką odpowiedź dopaminy wyzwalają w nas wszelkie źródła przyjemności: doświadczenia, dźwięki, obrazy i oczywiście ludzie, których darzymy uczuciami -  wyjaśnia dr n. med. Gabriela Kłodowska-Duda z kliniki Neuro-Care w Katowicach.

Piosenka miłosna na cześć Evy Carneiro Piosenka miłosna na cześć Evy Carneiro fot. Internet

Serenady pod blokiem

Badania "zakochanych mózgów" wykazały, że gdy koncentruje się uwagę na obiekcie miłosnym, szczególnie intensywnie reaguje obszar zwany jądrem ogoniastym oraz ten związany z produkcją dopaminy i adrenaliny, czyli związków odpowiadających za energię i motywację do działania. Jaki jest efekt? Zakochany robi rzeczy irracjonalne i niezrozumiałe dla obserwatorów, np. pokonuje setki kilometrów lub śpiewa pod oknem serenady. To wtedy mówi się, że ktoś "stracił rozum". Z kolei stres związany z pierwszymi randkami wyzwala zastrzyk adrenaliny i kortyzolu do krwi. Ręce się pocą, serce szybciej bije, zasycha w ustach.

Czy miłość zmienia sposób myślenia?

- Badania Uniwersytetu w Pizie potwierdziły, że procesy mózgowe par ze świeżym stażem przypominają poniekąd te u chorych na zaburzenia obsesyjno-kompulsywne. Obie grupy miały podobny poziom serotoniny we krwi - mówi neurolog.

Miłość Miłość shutterstock.com

Miłość jest ślepa

Podczas jednego z eksperymentów zbadano mózgi uczestników za pomocą rezonansu magnetycznego. Okazało się, że kiedy się zakochujemy, kora czołowa, część mózgu odpowiedzialna m.in. za logiczne myślenie i ocenianie innych, jest nieaktywna. A to sprawia, że często wobec ukochanej osoby jesteśmy mniej krytyczni, wydaje nam się niemal ideałem, nie mamy żadnych wątpliwości.

Z kolei inne badania pokazały, że u zakochanych "wyłączają się" te obszary w mózgu, które kontrolują strach i inne negatywne emocje.

Co ciekawe, trochę inaczej "kocha" mózg mężczyzny, a inaczej kobiety. U mężczyzn bardziej aktywna jest część mózgu odpowiedzialna za obrazy i wyobrażenia wizualne, u kobiet - za pamięć.

zazdrość zazdrość Fot. Shutterstock

Ciemna strona

Po pierwszym zauroczeniu stery przejmuje oksytocyna, która zwiastuje większe zaangażowanie i bardziej zrównoważone odczucia. Hormon pojawia się np. podczas dotykania czy intymnych zbliżeń. Dzięki oksytocynie udaje się nawiązać głębszą więź emocjonalną, zbudować zaufanie.

Jest też ciemna strona oksytocyny - to zazdrość, podejrzliwość, zaborczość. Jeśli związek jest dobry, budujący, oksytocyna powinna umacniać tę relację. Jeżeli jednak relacja jest niezdrowa, hormon może wzmocnić te odczucia

miłość miłość fot. Shutterstock

Uczucia trwają najdłużej

Mózg "oszalały z miłości" to całe mnóstwo korzyści. Nie tylko zapewnia lepszy stan psychiczny, ale też zdrowie fizyczne, bo kochający żyją dłużej i są szczęśliwsi; dzięki temu łatwiej też przetrwać kłopoty.

- Postępująca choroba Alzheimera zaburza obszary mózgu odpowiedzialne za funkcje logicznego myślenia, pamięć, ale nie niszczy zdolności odczuwania emocji. Chory ma problem z okazywaniem uczuć, ale to nie znaczy, że ich nie docenia. Miłość może być formą terapii - przekonuje Gabriela Kłodowska-Duda

Więcej o: