Zakupy w sieciówkach: 8 rzeczy, które najbardziej nas denerwują

Zakupy powinny być przyjemnością. Do momentu, w którym nie znajdziesz się w sklepie, w którym od wejścia atakuje cię namolny sprzedawca, muzyka dudni jak w osiedlowej dyskotece, a zapach ścina z nóg. Co jeszcze denerwuje nas w popularnych sieciówkach?
Bałagan, ubrania spadające z wieszaków - to nas nie zachęca do zakupów Bałagan, ubrania spadające z wieszaków - to nas nie zachęca do zakupów Shutterstock

Czy ktoś tu pracuję? I czemu tu taki bałagan?

Na co najczęściej narzekamy podczas zakupów? Na obsługę. A raczej jej brak. Stanie przy pustej kasie, aż ktoś w końcu raczy nas zauważyć, to bardzo częste zjawisko. Niestety, gigantyczne kolejki do jednego czynnego stoiska również działają bardzo zniechęcająco.

Drugi problem to bałagan. Niestety nie każdy klient odwiesza rzeczy po przymierzeniu, więc często zalegają one w przymierzalniach lub leżą w nieładzie na ziemi. Obsługa sklepu nie zawsze ma czas, by na bieżąco układać porozrzucane ubrania, najgorzej jest zazwyczaj w trakcie wyprzedaży. Wówczas ciężko odnaleźć cokolwiek wśród sterty leżących wszędzie rzeczy.

Sprawdź swoją wiedzę o sieciówkach: modny quiz >>

Kontrola torebki przed wejściem do przymierzalni - nie lubimy! Kontrola torebki przed wejściem do przymierzalni - nie lubimy! Shutterstock

Kontrola torebki

Kontrola  torebek przy wejściu do przymierzalni to coraz częstsza praktyka w popularnych sieciówkach. Zaczęło się od Zary i pozostałych marek hiszpańskiego koncernu, w tej chwili prośbę o przyłożenie torebki do czytnika usłyszymy także w sklepach LPP (Reserved, Mohito) czy F&F. Taka praktyka sprawia, że już na samym początku czujemy się jak potencjalne złodziejki.  Procedura ta powtarza się po skończeniu mierzenia przez nas ubrań, pomimo tego, że wcześniej dostałyśmy plakietkę z ilością rzeczy, które ze sobą zabrałyśmy.

Zobacz też: 15 zaskakujących faktów o Zarze >>

Lustra nie zawsze pokazują prawdę Lustra nie zawsze pokazują prawdę Shutterstock

W krzywym zwierciadle

Lustra oraz oświetlenie w przymierzalni to temat rzeka. Przyciemnione światło jest bardzo nastrojowe, ale nie pomaga w ocenie tego, czy w danej sukience dobrze wyglądamy. Lustra bardzo często zniekształcają także rzeczywisty obraz naszej sylwetki. Nie chcemy czuć się jak w lunaparkowym gabinecie luster, tylko zobaczyć, czy dobrze wyglądamy w wybranym ubraniu.

Stradivarius Stradivarius fot. mat. prasowe

Dziwne zapachy

W bardzo wielu salonach to zapach odstrasza nas najbardziej.  Bardzo intensywny, przypominający męskie perfumy aromat unosi się na przykład we wszystkich salonach marki Stradivarius. Jest tak mocny, że wiele z nas często woli zrezygnować z zakupów w sklepie, niż wyjść z niego z okropnym bólem głowy.

New Yorker New Yorker fot. mat. prasowe

Dyskoteka

Bardzo głośna muzyka, która atakuje zaraz po przekroczeniu progu sklepu, to zupełnie niezrozumiała dla nas praktyka. W salonach marki New Yorker głośność jest zazwyczaj podkręcona na cały regulator, co sprawia, że jakakolwiek konwersacja jest prawie niemożliwa. Dudnienie towarzyszy nam na każdym kroku, często uniemożliwiając dalsze zakupy.

Zbyt wysoko podkręcona temperatura nie sprzyja zakupom Zbyt wysoko podkręcona temperatura nie sprzyja zakupom shutterstock

Sauna

W wielu salonach nie tylko muzyka podkręcona jest na cały regulator. Także temperatura ustawiana jest na najwyższy poziom. Zaraz po wejściu zaczynamy zdejmować z siebie kolejne warstwy, nosząc po chwili w rękach naręcze ubrań, w których przyszłyśmy do sklepu. Prawdziwy horror zaczyna się w przymierzalniach, w których do już dostatecznie wysokiej temperatury dochodzą niemiłosiernie grzejące lampy.

Zakaz robienia zdjęć Zakaz robienia zdjęć shutterstock

Zakaz robienia zdjęć

Wiele sklepów wprowadziło nieformalny zakaz fotografowania wnętrza salonu oraz znajdujących się w nim produktów. Przy wejściu nie widnieje wprawdzie tabliczka z przekreślonym aparatem, ani stosowna adnotacja zabraniająca takiej czynności, ale gdy tylko wyciągniemy telefon, by uwiecznić rzecz, która nam się spodobała, natychmiast pojawia się sprzedawca lub ochroniarz, który z surową miną informuje nas o takim zakazie.

"Zastanawiałam się nad kupnem wystrzałowych szpilek. O zdanie chciałam zapytać jeszcze przyjaciółkę, która niestety nie mogła przyjść ze mną. Sfotografowałam swoją stopę w bucie za pomocą telefonu i przesłałam zdjęcie, z prośbą o radę. - opowiada Wiktoria - W tym samym momencie podeszła do mnie ekspedientka i poinformowała, że robienie jakichkolwiek zdjęć jest zabronione. Zapytałam o powód. Usłyszałam ,że taka jest polityka firmy".

Nie bardzo rozumiemy, dlaczego nie możemy dzielić się zdjęciami swoich zakupów (lub wątpliwościami z nimi związanymi) z innymi. W końcu nie fotografujemy tajemnych obiektów, a produkty będące na widoku.

Narzucający się od progu sprzedawcy Narzucający się od progu sprzedawcy Shutterstock

Namolni sprzedawcy

Chęcią pomocy atakują nas zaraz przy wejściu. Później chodzą z nami niczym cień, pytając co chwila, czy czegoś nie potrzebujemy. Starają się być pomocni, ale skutek najczęściej jest odwrotny. Nadgorliwy sprzedawca sprawia, że szybko ewakuujemy się z takiego sklepu, wciąż czując na sobie jego oddech .

"Zaraz po wejściu do sklepu powitała mnie ekspedientka, pytając czy może mi w czymś pomóc - relacjonuje Olga. Nie miałam sprecyzowanych planów zakupowych, więc grzecznie podziękowałam. Kilka minut później ponownie usłyszałam to samo pytanie. Odpowiedziałam, że tylko się rozglądam. Gdy w końcu wybrałam jedną sukienkę, pani zaoferowała natychmiast, że odniesie ją do przebieralni. Powiedziałam, że nie jestem jeszcze na 100% zdecydowana. Gdy mierzyłam wybraną sukienkę, pani dwukrotnie pytała mnie, czy wszystko w porządku i czy sukienka dobrze na mnie leży. Nie wiem czy trafiłam na wyjątkowo nadgorliwą sprzedawczynię, czy taka jest polityka firmy, ale czułam się osaczona i zrezygnowałam z zakupu".

Pomoc jest mile widziana, ale poprosimy o nią same, gdy tylko będziemy czegoś potrzebowały.

Więcej o: