Gaba Kulka: Wolę muzykę niepoważną

Kawałki Iron Maiden w electro-jazzowych aranżacjach? Na dodatek z motywami samby i lambady i jeszcze z kobiecym wokalem? Taka jest najnowsza płyta grupy Baaba Kulka, w której do znanych warszawskich muzyków dołączyła wyjątkowo drapieżna Gaba Kulka
Gabę Kulkę znaliśmy dotąd jako wrażliwą artystkę, a teraz wzięłaś się za Iron Maiden! Skąd ten pomysł?

- Od dziesięciu lat jestem wierną fanką Ironów. A perkusista Macio Moretti i gitarzysta Bartek Weber jako Baaba grali już wcześniej ich instrumentalne przeróbki. Pomysł był więc starszy niż mój w nim udział. W 2008 roku postanowili dodać do tego wokal. Na początku mieliśmy zagrać jeden koncert. A przez trzy lata nagrywaliśmy płytę. Naszym celem nie było nagranie albumu "the best of". Po prostu spotkaliśmy się w kawiarni i w ciągu jednego popołudnia wybraliśmy to, co sami najbardziej lubimy. Chłopaki są fanami wczesnych kawałków, ja parłam na albumy nieco późniejsze, ale mnie przegłosowali. No i z tego spotkania narodziła się Baaba Kulka.



To którą piosenkę Ironów nucisz przy gotowaniu?

- Po pierwsze rzadko śpiewam utwory, które często wykonuję na scenie. Choć czasem po intensywnych próbach coś się przyklei i nie daje spokoju. Ale najczęściej przy gotowaniu nie nucę w ogóle - koncentruję się na tym, co robię, bo żadna ze mnie kucharka. Obiad to dla mnie wyzwanie.

A kuchnia pięciu przemian, którą stosujesz, to chyba jeszcze większe wyzwanie?

- To nie tyle pięć przemian, co próba jedzenia zgodnie z porami roku. Mięsa nie jem od dłuższego czasu, teraz wyzwaniem było rozstanie z białą mąką, cukrem i częścią nabiału. Ale one mi nie służyły, chorowałam.

Pewnie jak kawa to też bez cukru?

- Mało kawy, cukru zero. Mam wrażenie, że człowiek jest uzależniony od słodkiego. Zrozumiałam to, kiedy przez pierwszy tydzień po odstąpieniu od cukru miałam wizję lewitującego przede mną tortu czekoladowego. Zniknął po dwóch tygodniach.

To nie twoja pierwsza rewolucja. Wcześniej zbuntowałaś się przeciw skrzypcom i w ogóle muzyce klasycznej.

- Nieprawda. Grzecznie skończyłam podstawówkę w klasie skrzypiec i poszłam do ogólniaka. Ale już w trakcie nauki wiedziałam, że nie będę zawodowym muzykiem klasycznym. Przez cały ten czas słuchałam swojej ulubionej muzyki niepoważnej. Już wtedy byłam fanką Queen, dobrze znałam Beatlesów. Nie myślałam o muzyce jako swoim zawodzie.

Pewnie dlatego po drodze poszłaś na ASP

- Wydział Wnętrzarski tej uczelni był bardzo wszechstronny i życiowo praktyczny. I bardzo ciekawy. Przygotował mnie trochę od strony graficznej, projektowej, ale też artystycznie. Bardzo cenię sobie studia i pierwsze lata pracy w zawodzie. Super czas.

Słyszałem, że do dzisiaj w Warszawie są mieszkania urządzone przez Gabę Kulkę?

- Faktycznie, było ich sporo. Adresów nie zdradzę, ale powiem też uczciwie, że to nie były jakieś awangardowe pomysły. Pamiętaj, że wnętrzarz to przede wszystkim zawód usługowy.

Wcześniej pracowałaś też w salonie meblowym. Strata czasu, czy tam też można było się czegoś nauczyć?

- Chyba komunikacji z obcymi ludźmi. Mając konkretne zadanie, na przykład sprzedaż sofy, wymagające wstania z krzesła i podejścia do osoby, której nie znasz i jeszcze przekonania jej do zakupów, były dla mnie wyzwaniem. No i elementy małej księgowości, która później była jak znalazł w rozliczeniach pokoncertowych. Pamiętam, jak po którymś naszym występie trzeba było coś poobliczać. Wzięłam telefon i krzyknęłam: "Mam Excela w komórce, jak fajnie!". Bardzo dziwnie na mnie patrzyli...

Odkryłem w tobie też bardzo oldskulową pasję - podobno wysyłasz kartki pocztowe z pozdrowieniami.

- W trasie 2009 roku zdarzało się, że codziennie byłam w innym mieście. I z każdego wysyłam kartkę np. do mojego chłopaka. Bo ile SMS-ów możesz wysłać? A kto w dzisiejszym świecie dostaje kartkę z Rzeszowa? Albo z Kielc, z tym charakterystycznym dzikiem. To mnie śmieszy, a taki gest sympatii i pamięci, przy którym nie idzie się na łatwiznę - wzrusza. To jednak coś innego niż e-mail albo zdjęcie z wakacji na Facebooku.

Będzie okazja wysłać trochę nowych widokówek - właśnie zaczynasz trasę.

- Tak. A jako Baaba Kulka mamy jeszcze jeden oldskulowy pomysł. Wszyscy poznaliśmy Ironów z kaset, dlatego przygotowaliśmy specjalną edycję naszej płyty. Na koncertach będzie ja można kupić na kasecie, a w edycji specjalnej z dołączonym walkmanem. Do każdej oczywiście kod do ściągnięcia płyty w formacie MP3.

A kiedy twoja nowa solowa płyta jako Gaby Kulki?

- Po trasie z Baabą planuję przerwę. Wtedy zastanowię się co dalej. Dwa ostatnie lata były niezwykle intensywne. Przyda mi się okres luzu.

Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl