Portret oprawcy. Kim są ludzie znęcający się nad zwierzętami?

Biją kijami po głowie, zakopują żywcem, głodzą, gwałcą, podpalają - tak wielu opiekunów traktuje swoje psy, koty i inne zwierzęta. Dlaczego ludzie dręczą zwierzęta?
Z psycholog dr Joanną B. Hałaj rozmawiał Marcin Kozłowski

Marcin Kozłowski: Lekarz weterynarii Dorota Sumińska powtarza, że ataki psów na ludzi zdarzają się raz na kilka lat, a ludzie dręczą zwierzęta w każdej minucie każdego dnia.

dr Joanna B. Hałaj: Osoby, które dręczą zwierzęta, nie mają rozwiniętej sfery emocjonalnej i nie odczuwają empatii. Wszystko bierze się z dzieciństwa, bo właśnie wtedy rozwija się nasza psychika. Jeśli rodzice nie uwrażliwiają dziecka na to, że zwierzę odczuwa ból i nie jest zabawką, to taki człowiek ma później problemy ze współodczuwaniem. Nie może "wejść" w stan cierpiącego zwierzęcia lub człowieka.

Czy to nie jest usprawiedliwianie tych osób?

W żadnym wypadku, po prostu wyjaśniam cały mechanizm. Poza tym, to, że ktoś nie odczuwa empatii nie oznacza, że nie ma rozwiniętej sfery poznawczej, rozumowej. Często doskonale wie, że nie wolno dręczyć zwierząt, że to jest okrutne. Oprawca nie musi współodczuwać, by rozumieć to, co robi. Zatem nie ma mowy o zdjęciu odpowiedzialności z takiego człowieka.

Wie, a jednak to robi.

Dlatego, że podchodzi do zwierzęcia jak do obiektu, rzeczy, a nie istoty, którą może czuć ból.

Jaką korzyść ma sprawca z aktu przemocy?

Niektóre osoby chcą rozładować w patologiczny sposób stres i szukają obiektów dla siebie bezpiecznych. Ofiarami stają się wtedy osoby słabsze, np. żona, dzieci lub właśnie zwierzęta. Można przyjść z pracy, kopnąć psa, kota i zająć się swoimi sprawami, bo one przecież nie oddadzą. Osoba zdrowo rozwinięta będzie starała się rozładowywać nagromadzone emocje w inny sposób, np. na siłowni, biegając, idąc na spacer.

W 2014 r. Polskę zbulwersowała historia 20-letniego studenta Damiana P, który prał zwierzęta w pralce i wkładał do piekarnika. Skąd tak wymyślne formy tortur?

Akt samego zabicia jest dla takiej osoby zbyt szybki i w jej opinii skraca sobie przyjemność. Cały proces dręczenia, maltretowania jest dla takiego dręczyciela czymś ciekawym, atrakcyjnym, a nawet zabawnym.

Zdarza się, że oprawcy zwierząt nie pochodzą ze społecznego marginesu, ale prowadzą względnie normalne życie - mają pracę, rodzinę, dzieci.

Nawet jeśli tak jest, to nie ma to większego znaczenia. Każda osoba, która dręczy zwierzęta, ma zaburzenia emocjonalne i nie ma mowy o zdrowiu psychicznym.

Proszę zwrócić uwagę, że SS-mani w obozach byli psychopatami, dokonywali straszliwych czynów, ale po tym wszystkim wracali do żon, synów, córek i byli troskliwymi mężami i ojcami. To, że ktoś ładnie się uśmiecha i trzyma dziecko na rękach nie oznacza, że jest kimś empatycznym i zrównoważonym.

Skoro empatia rozwija się w dzieciństwie, to jak można powstrzymać dorosłego człowieka przed zadawaniem bólu zwierzętom?

Należy nagłaśniać sprawy, w których oprawców zwierząt dosięgła kara. Dręczycieli może powstrzymywać fakt nieuchronności więzienia lub wysokich grzywien. Najmniej interesuje ich to, co czuje pies lub kot, większe znaczenie ma dla nich ich osobisty interes i niedogodności, które mogą ich spotkać.



Więcej o: