Maciej Stuhr i Natalia Rybicka w nowej, doskonałej komedii Janusza Majewskiego

- To cudowne móc zamienić trampki i dresy na szpilki i kreacje z tamtych lat - przyznaje Natalia Rybicka, dla której Maciej Stuhr traci głowę w filmie ?Excentrycy, czyli po słonecznej stronie ulicy?.
To słodko-gorzka, pełna humoru i znakomitej muzyki komedia o dość niezwykłym big-bandzie. Niezwykłym nie tylko dlatego, że z Ciechocinka. Reżyser Janusz Majewski, twórca niezapomnianych "Zaklętych rewirów", przenosi widzów do czasów swojej młodości. Mamy koniec lat 50.: Modesta jest nauczycielką angielskiego, a Fabian właśnie wrócił do kraju z emigracji w Anglii - i chce grać swing. W szaroburym PRL-u wydaje się to tyleż ekscentryczne, co niemożliwe, wręcz niebezpieczne. a jednak! Okazuje się, że takich jak Fabian jest tu znacznie więcej (w obsadzie m.in. Wojciech Pszoniak, Zbigniew Zborowski i Sonia Bohosiewicz jaki siostra Fabiana, swingująca dentystka). Czekali tylko, aż ktoś obudzi ich z letargu. Sięgają po odłożone do szafy instrumenty, z którymi przed wojną się nie rozstawali - cała reszta to już magia jazzu. I magia ekranu oczywiście: big-band rusza w trasę koncertową po Polsce, romans Fabiana z Modestą zaczyna przypominać hollywoodzki film.

Z Natalią Rybicką rozmawia Piotr Guszkowski

Podobno do obsady dołączyłaś w ostatniej chwili, po tym jak Joanna Kulig złamała nogę?

Rzeczywiście, dostałam propozycję kilka dni przed zdjęciami, choć wcześniej nie uczestniczyłam w castingu. Było to wyzwanie: produkcję szykowano przecież ładnych parę lat, aktorzy pracowali kilka miesięcy, żeby zaśpiewać utwory napisane specjalnie pod ich możliwości. Spotkałam się więc z gotowym materiałem. Na szczęście trafiłam na wspaniałą nauczycielkę piosenki Agnieszkę Tomicką, która w ekspresowym tempie mnie przygotowała. Mam w sobie ducha sportowca, walka ze sobą i z czasem jest mobilizująca, wyzwala dobrą energię.

Wiem, że na poważnie trenowałaś taniec, ale czy wcześniej śpiewałaś?

Tak, jako dziecko. Drogę aktorską zaczęłam kilkanaście lat temu w musicalu "Piotruś Pan" w Teatrze Roma. Następnie spędziłam cztery lata w Studio Buffo, gdzie uczyłam się śpiewu, tańca i obycia scenicznego. W pewnym momencie skupiłam się na tańcu i aż do rozpoczęcia studiów w Akademii Teatralnej nie miałam kontaktu ze śpiewaniem. "Excentrycy" pozwolili mi na powrót do dziecięcej pasji.



Kilka dni na przygotowania wokalne to właściwie nic. Na planie od razu musiałaś śpiewać?

Chronologicznie sceny koncertów kręciliśmy pod koniec, więc miałam czas się przygotować. Codziennie intensywnie ćwiczyłam wokal. Natomiast pierwszego dnia zdjęć czekało na mnie inne wyzwanie: miałam wszystkie sceny łóżkowe. Pierwszy kontakt ze zżytą już ekipą, i ciach - "rozbieramy się i wskakujemy pod pierzynę" (śmiech ).

Dla Ciebie "Excentrycy" to chyba odmiana? Do tej pory kino, co tu dużo mówić, raczej nie oszczędzało twoich bohaterek - począwszy od "Żurka" po "Syberiadę polską".

Cieszę się, że te propozycje przychodzą w różnych momentach. Dlatego z przyjemnością wskoczyłam w ekscentryczną przygodę z Januszem Majewskim. "Excentrycy" to coś rzadkiego w naszym kinie, pozytywne emocje, oko puszczone do widza. My z Maćkiem jak kolorowe ptaki pędzimy po ulicach Ciechocinka w bentleyu, wiatr rozwiewa nam włosy, pijemy najdroższe szampany i śmiejemy się do życia. Mogłam pięknie wyglądać, kusić i prowokować, stworzyć barwną postać, która jest gdzieś sceniczna, wręcz estradowa. Przydały się lata pracy i doświadczenia, by świadomie używać swojego warsztatu.

Grasz femme fatale. Oczywiście na miarę ciechocińskich realiów PRL-u.

Modesta jest nauczycielką angielskiego, która dołącza do big-bandu Fabiana. Pojawia się i znika. Niesie w sobie tajemnicę, urok, wdzięk, którym zaraża i rozkochuje. Ale ma w sobie również ogromny smutek. Więcej zdradzić nie mogę.

Na ekranie widzimy cię w barwnych kreacjach.

Świetną robotę wykonała Ela Radke odpowiedzialna za kostiumy. Choć sukienki nie były szyte pode mnie, o dziwo pasowały. To cudowne doświadczenie móc zamienić trampki i dresy na szpilki i kreacje z tamtych lat. We współczesnym świecie mamy mało okazji, by poczuć się jak prawdziwe kobiety. W codziennej bieganinie liczy się przede wszystkim wygoda. Mam nadzieję, że udało mi się zagrać tę pewność na obcasach, choć rzadko mam okazje je nosić. W dodatku schodzić po schodach w wąskiej spódnicy i szpilkach - to naprawdę wyczyn (śmiech ). W kostiumach czułam się wyjątkowo kobieco i pięknie, na pewno dodały mi pewności siebie.

Kiedyś w wywiadzie wspomniałaś, jak jeden z profesorów powiedział, że nie będziesz grała klasyki, bo masz w sobie za dużo nowoczesności.

Twierdzili również, że nie będę grać w teatrze, bo nie umiem mówić.

Nie umiesz mówić?

Mówić scenicznie, że mój głos nie jest nośny i raczej moje życie zawodowe zatrzyma się na serialach. Cieszę się, że nie uwierzyłam wtedy w takie opinie i walczyłam o swoje marzenia. Dziś gram w Teatrze Studio przeróżne rzeczy, od klasyki po nowoczesność. Właśnie ta różnorodność jest najciekawsza. Za to kocham mój zawód.

Przed chwilą skończyłaś zdjęcia do kolejnego filmu.

Do filmu Pawła Sali "Niewidzialne" na postawie jego własnego tekstu. To był totalny zwrot akcji. Nie stąpam zbyt długo po słonecznej stronie ulicy, weszłam z niej prosto do ponurej szwalni. Miło było spotkać po latach operatora Arka Tomiaka, z którym współpracowałam na początku swojej drogi filmowej, przy "Żurku". Cieszę się, że w tak krótkim okresie mogłam zagrać w tak różnych dwóch filmach. Mam nadzieję, że filmy spodobają się również widzom.