[CYKL MODA POLSKA] Psychoanalityczka, która została projektantką. Dorota Goldpoint udowadnia, że wszystko można zmienić

Katarzyna Żechowicz
12.02.2019 14:00
Dorota Goldpoint - psychoanalityczka, która została projektantką

Dorota Goldpoint - psychoanalityczka, która została projektantką (Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta)

Przez dziesięć lat pracowała jako psychoanalityczka. Od pięciu lat prowadzi własną markę odzieżową. Gdy zaczynała, miała w głowie konkretny plan - chciała ubierać dojrzałe kobiety, pomagając im ze zmianami, które zachodzą w ich ciele i... umyśle.

Z gabinetu terapeuty do przymierzalni 

Czy nie żałuje zmiany profesji? "Nie należy żałować decyzji, które się podjęło" - mówi Dorota Goldpoint, z wykształcenia psychoanalityczka, z pasji i aktualnego zawodu - projektantka mody. Jej historia to dowód na to, że nigdy nie jest za późno, by coś w życiu zmienić. Dorota zmieniła dużo, bo z gabinetu, gdzie prowadziła terapie z pacjentami przeniosła się do atelier. Konferencje naukowe i konsultacje psychoanalityczne zamieniła na targi tkanin i pracę z krawcowymi. Teraz też pomaga ludziom, ale skupia się na kobietach. Tych dojrzałych - po czterdziestce albo po pięćdziesiątce, które według niej zostały przez branżę mody zaniedbane.

W atelier Doroty GoldpointW atelier Doroty Goldpoint Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta

'Jestem w stanie ubrać każdą sylwetkę' - mówi Dorota Goldpoint'Jestem w stanie ubrać każdą sylwetkę' - mówi Dorota Goldpoint Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta

Spotykamy się na Saskiej Kępie, gdzie w jednym z szeregowców znajduje się studio i pracownia Doroty Goldpoint. Na parterze, w salonie domu zaaranżowano kameralny sklep z dwoma wieszakami i wygodną przymierzalnią. W salonie jest też kominek, dwa wielkie fotele w stylu glamour i stolik, na którym leżą najnowsze magazyny. Od progu pachnie perfumami, miksturą stworzoną specjalnie przez Dorotę. Jest dość ciężka, ale przyjemna, idealnie pasuje do klasycystycznej aranżacji wnętrza. Ona sama prezentuje się w czarnej, eleganckiej bluzce (na pewno z jedwabiu) i skórzanej spódnicy. Widać, że jest przyzwyczajona do przyjmowania gości. Czuje się swobodnie, gdy zaczynamy robić zdjęcia i rozmawiamy o kulisach jej pracy.  

"Jestem w stanie ubrać każdą sylwetkę" 

"DNA mojej marki to trzy filary: luksusowy minimalizm, naturalne tkaniny i respekt dla kobiecości" - zaczyna Dorota. Co kryje się za tymi hasłami? Projektantka ma wyraźnie zdefiniowany obraz tego co chce i tego, czego nie chce robić. W tej pierwszej kategorii znajdują się ubrania klasyczne, ale koniecznie nowoczesne. Mają być w trendach, ale nadrzędna jest prostota, minimalizm i uniwersalność. Dorota unika dużych zdobień, zbyt intensywnych wzorów, falbanek i innych akcentów, które mogłyby się szybko "przeterminować". Stawia za to na naturalne tkaniny, które stanowią 95% wszystkich jej kolekcji. Najczęściej wykorzystuje jedwabie - w przeróżnych odmianach, z których może uszyć i delikatną suknię i codzienną marynarkę. "W tym roku wprowadziłam jedwabny tuset, który idealnie nadaje się do garniturów. Ma tę zaletę, że się nie gniecie i bardzo pięknie się układa" - tłumaczy Dorota. Do ulubionego jedwabiu, w okresie letnim dodaje bawełnę i len, a w okresie zimowym - wełnę, w tym kaszmir.

Skórzana sukienka z kolekcji Doroty GoldpointSkórzana sukienka z kolekcji Doroty Goldpoint Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta

Wbrew aktualnej tendencji, nie rezygnuje z naturalnej skóry, co jakiś czas w projektach pojawia się również futro. Zdarza się, że z tego powodu jest ostro krytykowana. O tym, jakich argumentów używa opowiem za chwilę. Najpierw o trzecim filarze, czyli wspomnianym respekcie dla kobiecości. Choć wymieniany jako ostatni, wydaje się być najważniejszym. "Jestem w stanie ubrań ubrać każdą sylwetkę - od rozmiaru 34 do 54. Nie ma dla mnie żadnych ograniczeń, jeśli chodzi o trudne figury, czy niestandardowe wymiary" - mówi Dorota Goldpoint. I tutaj wygrywa z tzw. "sieciówkami", które produkują pod jeden schemat. A przecież jest mnóstwo kobiet, które mają mniejszą górę i większy dół (albo na odwrót) i też chcą wyglądać dobrze.

Branża mody to nie tylko millennialsi

"Moda goni za tym, żeby ubierać bardzo młodych ludzi, a mi się wydaje, że zapomniana jest grupa kobiet 40 plus, 50 plus i starszych. Są to kobiety, które w związku z różnymi przemianami w obrębie ciała, umysłu, postrzegania i pozycji społecznej potrzebują również zmiany swojego stylu ubierania się" - mówi Dorota Goldpoint. Jednocześnie przypomina, że w wieku około 38 lat zaczyna się kryzys wieku średniego, który kończy się po czterdziestce. Taki kryzys to ważny moment i czas wielkich podsumowań, które czasami prowadzą do drastycznych zmian. "Dzieci zaczynają dorastać, a my zastanawiamy się, czy nasza aktualna praca oraz związek pozwalają cieszyć się życiem" - tłumaczy Dorota.

Dorota Goldpoint prowadzi markę odzieżową już od 5 latDorota Goldpoint prowadzi markę odzieżową już od 5 lat Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta

Ona sama jest przykładem kobiety, która w wieku 45 lat przeszła podobny kryzys, zapragnęła zmian i ostatecznie postawiła wszystko na jedną kartę, czyli na totalną metamorfozę. "Przez wiele lat zmagałam się z wypieranym poczuciem, że szycie ubrań nie jest czymś wyjątkowo ambitnym" - opowiada, dodając szybko "ale gdzieś w głębi duszy i serca czułam, że czegoś mi brakuje". Minęło sporo czasu, zanim podjęła ostateczną decyzję. Była ona ciężka nie tylko dla niej, pomysł zostania projektantką zaskoczył również otoczenie Doroty. Nie wszyscy wspierali ją w nowych planach, choć najbliższa rodzina mocno jej kibicowała. Ostatecznie pasja tworzenia i duch kreatywności wygrały, choć nie oznacza to, że Dorota zupełnie odcięła się od psychoanalityki. Umiejętności zdobyte w poprzedniej pracy z powodzeniem wykorzystuje w aktualnej.

Psychoanalityczka, która została projektantką 

Celem było stworzenie miejsca, w którym klientki będą wiedziały, że ktoś je wysłucha, że jest druga kobieta, która je rozumie i jest zainteresowana ich potrzebami. "Wydaje mi się, że to się udało". Kobiety, które do mnie przychodzą, są zainteresowane nie tylko ładną sukienką" - opowiada. Projektantka staje się dla nich powierniczką, a klientki chętnie się otwierają. Być może jest to zasługa wyjątkowo ciepłego usposobienia Doroty, a być może doświadczenia w roli psychoterapeuty. Po tamtej pracy przeżyła swego rodzaju żałobę, ale mówi, że to normalne, bo po każdej stracie (czy z własnego czy nie z własnego wyboru) pozostaje smutek.

W atelier Doroty GoldpointW atelier Doroty Goldpoint Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta

"Bardzo często myślę o swoich pacjentach, z niektórymi do tej pory mam kontakt. Praca, którą wykonywałam przez tyle lat nie znika nagle. Ona funkcjonuje w moim wnętrzu. Obraz psychoterapeuty, który przysypia podczas gdy pacjent leży na kozetce jest błędny. To bardzo trudny zawód, w którym pracuje się własną psychiką i własnym wnętrzem". Z aktualnym zajęciem ma jednak sporo wspólnego. Dorota zawsze była tą mniej ważną. Uwaga skupiała się na pacjencie i jego potrzebach. Teraz jest podobnie, tyle że w relacji projektant-klient. "Ja nie wróżę z fusów, tylko rozmawiam z klientkami. Jeśli kobieta rozstała się z mężczyzną albo została porzucona, to ja wiem, czego jej trzeba".

W swoim atelier na Saskiej Kępie czuje się dużo lepiej niż w świetle reflektorów. Choć czasem ubiera gwiazdy i towarzyszy im na imprezach, mówi że ścianki nie są dla niej. "Dla mnie najważniejsze jest to, co przeżywam i tworzę w kontakcie z moją klientką, ale też to, co tworzę sama. Bardzo lubię takie momenty w nocy, kiedy szkicuję i wyobrażam sobie gotowe kolekcje". Proces twórczy zazwyczaj ma miejsce w jej domu, gdzie czuje się bezpiecznie i gdzie zwykle pracuje po zmroku. Inspiruje ją sztuka, głównie obrazy i rzeźby. Te ostatnie kocha najbardziej - za przestrzenność. Rzeźby zdobią również jej atelier. Złota w formie kobiecego ciała stoi na kominku. Dwie białe - abstrakcyjne zapełniają blat komody. Jeszcze inna, tym razem z surowego drewna towarzyszy Dorocie w gabinecie. Następną sesję zdjęciową nowej kolekcji zamierza wykonać w galerii sztuki na Pradze, którą niedawno odwiedziła.

W atelier Doroty Goldpoint znajduje się kilka rzeźb. Ta forma sztuki najbardziej ją inspirujeW atelier Doroty Goldpoint znajduje się kilka rzeźb. Ta forma sztuki najbardziej ją inspiruje Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta

Złoty środek - recepta na wszystko 

Bohaterką ostatniej kampanii była Grażyna Szapołowska, która dla Doroty jest uosobieniem respektu dla wieku i kobiecości. Aktorka poprosiła, by na zdjęciach nie wygładzać jej zmarszczek. Chciała widzieć swoją twarz taką, jaka jest. Chciała być prawdziwa. W tym podejściu zgadza się z nią Dorota Goldpoint, która również nie lubi sztuczności. Nie ma nic przeciwko medycynie estetycznej, ale uważa, że powinno się z niej korzystać z umiarem. Umiar to dla projektantki słowo klucz we wszystkich sferach jej życia. "Od zawsze dążę jako osoba, jako matka i jako żona do złotego środka, czyli do pewnej równowagi, którą próbuję przekazać również w moich kolekcjach". Złoty środek był też inspiracją dla nazwy marki i pseudonimu artystycznego "goldpoint". Oprócz tego złoto kojarzy się z luksusem, a do takiej kategorii należy zaliczyć propozycje Doroty.

Ceny ubrań są wysokie, ale w ocenie projektantki można je traktować jako "investment pieces", czyli elementy inwestycyjne - dobre na lata. Dojrzałe kobiety, do których Dorota kieruje swoje produkty, nie kupują ubrań hurtowo. Według niej najważniejsze jest dla nich odpowiednie skompletowanie garderoby. Mają się na nią składać częściej wymieniane "basiki" (T-shirty, jeansy - mogą pochodzić z sieciówek) oraz droższe, lepsze rzeczy (żakiet, sukienka wizytowa, garnitur od projektanta) kupowane pojedynczo, raz w sezonie. Warto zainwestować wtedy w dobrze skrojone ubranie z jakościowego materiału.

Pracownia krawiecka Dorota Goldpoint. Czerwony żakiet z kolekcji jesień-zima 2018/2019Pracownia krawiecka Dorota Goldpoint. Czerwony żakiet z kolekcji jesień-zima 2018/2019 Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta

Zajrzeliśmy do pracowni krawieckiej Doroty GoldpointZajrzeliśmy do pracowni krawieckiej Doroty Goldpoint Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta

Wiele elementów kolekcji Doroty Goldpoint to odpowiedź na jej własne potrzeby. "Chciałam, aby kobieta 40 plus nie wyglądała pańciowato. My nie chcemy wyglądać poważniej, ale nie chcemy też wyglądać jak nasze córki. Chcemy prezentować się świeżo i młodo, czyli adekwatnie do wieku i sylwetki" - tłumaczy Dorota. Naturalne materiały mają być nie tylko komfortowe. Projektantka widzi w nich przyszłość mody zrównoważonej, czyli takiej, która dba o środowisko i przyszłość naszej planety. "Nie jestem popularna w swoich wyborach, szczególnie jeśli chodzi o naturalne skóry, ale uważam, że idę w kierunku ochrony zdrowia ludzkiego i przyrody, bo stawiam na długotrwałość ubrań. Skórzana kurtka starczy na minimum dziesięć lat. Ile sztucznych kurtek kupilibyśmy w tym czasie?"- pyta retorycznie. Najbardziej dumna jest właśnie z tego, że jej marka wpisuje się w prąd "sustainable fashion". Projektantka planuje również dużą akcję społeczną promującą modę zrównoważoną, a także dobry styl w dojrzałym wieku. Narazie jednak nie chce ujawniać szczegółów, obiecuje, że o wszystkim będzie na bieżąco informować.

"Made in Saska Kępa"

Pod koniec spotkania poznaję również panią Basię - prawą rękę Doroty Goldpoint w sprawach technicznych. Projektantka mówi o niej "moja ukochana krawcowa", twierdzi, że rozumieją się bez słów. W końcu znają się prawie 30 lat. Pierwszy kontakt z szyciem Dorota miała w klasie maturalnej, gdy skończyła kurs zrobiony na własne potrzeby, a potem regularnie spotykała się z krawcową, by realizować swoje szalone pomysły. Tak, kiedyś ubierała się ekscentrycznie, ale dziś zdecydowanie woli minimalizm. Wszystkie ubrania powstają w pracowni nad atelier. U Doroty Goldpoint pracuje w sumie sześć krawcowych, ale w gorących okresach, na przykład przed pokazem, opłaca dodatkową pomoc. Lekkość swoich ubrań zawdzięcza odpowiedniej konstrukcji i wykończeniu. "Czasami mówi się, że klasyczne rzeczy są siermiężne. Ja pokazuję, że one wcale takie nie muszą być". Oprócz tego, mając mini-szwalnię na miejscu, Dorota Goldpoint oferuje usługę szycia na miarę. Z metrówką wokół klientki chodzi jednak sama.

Pracownia krawiecka Dorota Goldpoint. Tu współpracuje z zaufanymi krawcowymiPracownia krawiecka Dorota Goldpoint. Tu współpracuje z zaufanymi krawcowymi Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta

Czy nosi ubrania innych projektantów? Tak, ale nie ma ich dużo. Podziwia Macieja Zienia, Tomasza Ossolińskiego, Gosię Baczyńską, Evę Mingę i projektantów nowego pokolenia: Magdę Butrym czy Martę Boliglovę. Zawsze jednak wolała uszyć coś sobie sama. Gdy ktoś zapytał "co to za haute couture" po cichu śmiała się i odpowiadała w myślach, że jej własne. Wtedy nie przyznawała się, że ubiera się w samodzielnie wykonane rzeczy, bo myślała, że może to trochę wstyd. Nie raz zastanawiała się nad kupnem drogiej, markowej sukienki, ale potem stwierdzała, że to próżność i że większą przyjemność sprawia jej uszycie własnej kreacji. Ostatecznie zawsze kończyło się na tym, że wychodziła z domu ubrana w Dorotę Goldpoint.

Jaki jest jej największy sukces? W kwestii wydarzeń związanych z aktualnym zawodem Dorota Goldpoint chwali się pokazem na Fashion Weeku w Moskwie. "Jeśli chodzi natomiast o wewnętrzny, czyli psychiczny sukces to to, że z dwóch pierwszych maszyn i dwóch krawcowych zbudowałam markę, której teraz ufa bardzo wiele kobiet".

Moja wizyta u Doroty Goldpoint zakończyła się w pracowni, gdzie powstają wszystkie ubraniaMoja wizyta u Doroty Goldpoint zakończyła się w pracowni, gdzie powstają wszystkie ubrania Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta

Więcej o: