Marzena Filipczak, Jadę sobie. Azja. Przewodnik dla podróżujących kobiet

Ewa Zientarska
22.10.2009 20:49
A A A
Podróżuję dużo, bardzo często sama i unikam zorganizowanych wycieczek. Ale jeszcze nie zebrałam się w sobie na tak długi wyjazd, jak Marzena Filipczak. I to poza bezpieczną Europę. Pewnie z przyzwyczajenia do względnej wygody i z obawy przed wielomiesięczną samotnością kawał drogi od domu
Filipczak, która przez pół roku tłukła się pociągami, autobusami, drezynami i łódkami po Indiach, Malezji, Wietnamie, Kamboży w swojej książce "Jadę sobie" dobrze opisała, jak to jest - być tak długo samą w miejscach, gdzie to ona była egzotyką dla miejscowych.



Być samą, podczas poszukiwania szpitala, który musi szybko zrobić zastrzyk przeciw wściekliźnie (po pogryzieniu przez małpy), samą w dżungli, czy na hinduskim bazarze - wśród setek facetów, którzy koniecznie chcą dotknąć białej skóry...

Ale też jak fantastycznie jest być samą - kiedy w każdej sekundzie dnia idzie się dokładnie tam gdzie się chce, kiedy lepiej się gada z miejscowymi, bo są śmielsi, widząc jedną osobę...

I jej książka, w istocie opowieść o podróży - mimo że pokazuje Azję spoza turystycznych gett, zakurzone drogi pełne metrowych dziur, hotele z karaluchami, wilgotny upał i malaryczne komary, ludzi przyjaznych ale i ludzi chciwych - taki samotny półroczny wyjazd czyni mniej... groźnym. Jakoś go oswaja.

I jeszcze jedno. W tej książce świetne są szczegóły - o niezwykle fachowych aptekarzach, którzy sami ordynują chorym antybiotyki, o wnętrzach autobusów (np. bez szyb albo z siedzeniami wzdłuż), o urodzie przyrody, o sposobach wiązania sari, czy o wanilii, która okazała się być drzewem... Dzięki temu, że Filipczak, umiejętnie je wyłapała i opisała, "przejechałam" kawałek Azji. Tu mi śmierdziało, tam się brzydziłam, ale często też jej zazdrościłam.

Druga część książki to porady praktyczne dla podróżujących po Azji. I to jest majstersztyk! Nawet pal sześć, że przydatne, szczegółowe, zupełnie inne od przewodnikowej sztampy i potwierdzone własnym doświadczeniem. Filipczak zrobiła z nich literaturę. Czyta się je świetnie. Co więcej, są tak zróżnicowane i wnikliwe, że czytając je, na początku myślałam "nie jadę tam za nic w świecie". Ale po kilkudziesięciu stronach, kiedy dzięki wskazówkom autorki, te trudności były już znane, do przejścia, więc nie takie straszne, zdałam sobie sprawę, że gdzieś mi po głowie kołacze "a dlaczego nie?".



ZOBACZ WIDEO

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Polecamy